- Cukier należy do tych produktów, którego wahania na rynkach światowych są największe. Limity trzymają to w ryzach, a jednocześnie pozwalają na zabezpieczenie dostaw zarówno dla konsumentów jak i przemysłu, bo dają gwarancję pewnej podaży a jednocześnie nie destabilizują rynku. Kwoty są jednym z mechanizmów ochronnych lokalnego rynku, które w różnej formie są stosowane niemalże we wszystkich krajach świata produkujących cukier, że wystarczy wspomnieć te największe jak Brazylia, Tajlandia, Indie, Chiny, USA czy Australia - mówi Marcin Mucha, dyrektor biura Związku Producentów Cukru.

Jednak przedstawiciele m.in. koncernów spożywczych są za zniesieniem kwot, bo ich zdaniem liberalizacja na rynku cukru wpłynie na obniżenie cen cukru.

- Dla przetwórców najważniejsza jest cena surowca i to jest zrozumiałe, bo my też chcielibyśmy, żeby buraki kosztowały 10 zł za tonę, jednak jest to po prostu nierealne. Przetwórcy porównują nasze ceny cukru z cenami, które funkcjonują w krajach spoza UE, takich jak np. Brazylia. Tam jednak produkuje się cukier z trzciny cukrowej, którą zupełnie inaczej się zasiewa i zbiera niż buraki cukrowe, nie mówiąc już o niższych kosztach produkcji i pracy. Czasem stosują również porównania do tzw. ceny referencyjnej, wprowadzając wszystkich w błąd, że jest to cena docelowa czy też rekomendowana przez KE. Jednak ta cena została ustalona tylko i wyłącznie po to, aby określić podstawę do ustalenia działań ochronnych i nie ma to nic wspólnego z ceną rynkową - dodaje Marcin Mucha.