Wysokie i wciąż rosnące ceny ziemniaków na rynku spowodują wzrost popytu na sadzeniaki. Niestety, większość nabywców jak zwykle zdecyduje się na ich zakup na targu, a więc sięgnie po materiał niekwalifikowany. Statystycznie jedynie 10 proc. rolników decyduje się na zakup bulw z certyfikatem. Są to głównie gospodarstwa wyspecjalizowane w ich uprawie. Powodem tej masowej niechęci jest najczęściej wysoka cena za kwalifikowane sadzeniaki oraz chwiejny rynek ziemniaków, który nie zawsze rekompensuje poniesione na zakup sadzeniaków nakłady. Dopłaty z ARR za kwalifikaty w wysokości 500 zł do ha są niewystarczającą zachętą.

Miniony sezon sprzyjał produkcji sadzeniaków. Co prawda uzyskiwane przez rolników plony były często niższe od tych sprzed 2 lat, ale jednocześnie udział bulw małych w plonie był wysoki. Z punktu widzenia producenta sadzeniaków jest to zjawisko bardzo pożądane, bo oznacza wzrost wielkości frakcji na sprzedaż. Duża liczba sadzeniaków będzie też pochodzić z gospodarstw uprawiających ziemniaki konsumpcyjne. Jest to związane z przebiegiem pogody podczas ubiegłorocznej wegetacji. Intensywne deszcze rozmywały redliny, odkrywając bulwy, które, jak wiadomo, na świetle szybko zieleniały. Bulwy takie nie nadają się do wykorzystania konsumpcyjnego ani przemysłowego. Można je natomiast przeznaczyć na sadzeniaki w kolejnym sezonie.

Rentowność uprawy ziemniaka w dużym stopniu warunkowana jest terminem jego dostarczenia na rynek. Im wcześniej, tym cena wyższa. Chcąc przyspieszyć zbiór, a więc skrócić okres wegetacji ziemniaka, trzeba sadzeniaki przed posadzeniem pobudzić fizjologicznie.

Pobudzanie sadzeniaków powinno być stosowane w każdym gospodarstwie produkującym ziemniaki. W uprawie ziemniaków bardzo wczesnych, tzn. zbieranych po 60-75 dniach od sadzenia, trzeba je zastąpić podkiełkowywaniem. W przypadku odmian o dłuższym okresie wegetacji rola podkiełkowywania jest znacznie mniejsza.