Ostatnie lata to dla firm zajmujących się produkcją skrobi ziemniaczanej w Polsce ciężki okres. Powtarzające się od 2006 r. suche lata sprawiają, że plony ziemniaków są niskie, a zawartość skrobi grubo poniżej genetycznych możliwości odmian i oczekiwań zarówno rolników, jak i przemysłu. W ubiegłym roku liczono, że skrobiowość skupionych ziemniaków wyniesie średnio 20 proc. Na koniec sezonu okazało się, że skrobi w bulwach było tylko 18 proc. To i tak lepiej niż w 2006 r., gdy średnia jej zawartość wyniosła zaledwie 16 proc.

Niska produkcja skrobi w ciągu ostatnich 3 lat grozi zmniejszeniem przyznanego nam przez UE limitu produkcji. Gdy moce produkcyjne przemysłu polskiego przekraczają wysokość obecnego limitu, grozi to zamknięciem kilku fabryk.

Tymczasem konkurencja zasypuje nasz kraj skrobią niższej jakości – pozyskiwaną z ziarna zbóż – ale tańszą w produkcji. Przemysł spożywczy – główny odbiorca skrobi i jej przetworów – zużywa jej w skali roku 600 tys. ton, z czego 445 tys. ton pochodzi z zagranicy. Ponieważ jego potrzeby co roku rosną o 5–7 proc. sukcesywnie wzrasta też import.

Czy jest jeszcze szansa na odwrócenie tych proporcji? Do tego potrzeba bardzo dużo mączystych ziemniaków. Tymczasem plantatorów zainteresowanych ich uprawą nie przybywa. Musiało to wywołać zmianę nastawienia przemysłu do rolników. Nasz największy rodzimy producent krochmalu i jego przetworów, spółka PEPEES z Łomży, zmieniła warunki kontraktacji. Termin podpisywania umów przeniesiono z wiosny na jesień roku poprzedzającego. Zreorganizowano także warunki skupu. Odbiór surowca odbywa się przez całą dobę. W tym roku posunięto się jeszcze dalej, podnosząc cenę aż o 40 proc. Na tym nie koniec. Rolnicy mogą bezgotówkowo nabyć sadzeniaki, nawozy i środki ochrony. Płatność jest odroczona w czasie (w wypadku sadzeniaków dodatkowo rozłożona na 2 lata), a odsetki kredytowe za ten okres pokrywa zakład w Łomży. Spłata następuje jesienią jako potrącenie od należności za dostarczone do fabryki ziemniaki.

Podjęte przez przemysł inicjatywy trzeba pochwalić, ale wciąż otwarte pozostaje pytanie: Czy są na tyle zachęcające, aby spowodować wzrost zainteresowania rolników uprawą ziemniaków skrobiowych? W krótkim okresie wydaje się to niemożliwe. Przemysł krochmalniczy może spotkać podobny los jak cukrownie – systematyczne wygaszanie produkcji. Oby to się nie sprawdziło.

Źródło: Farmer 13/2008