Produkcja krochmalu to stara gałąź polskiego przemysłu rolno-spożywczego. Dzięki niej rozwijała się uprawa ziemniaków skrobiowych. Jeszcze 30 lat temu krochmalnie skupowały co roku blisko milion ton ziemniaków, wytwarzając 140–150 tys. ton skrobi. Na eksport trafiało ponad 30 proc. produkcji. Po 1990 r. nastąpiło głębokie załamanie branży. Produkcja spadła do 40–50 tys. ton skrobi. Dopiero regulacje rynkowe w ramach uchwalonej w 2001 r. Ustawy Skrobiowej (wzorowanej na rozwiązaniach unijnych) ożywiły branżę. W 2003 r., czyli przed wejściem Polski do UE, krajowa produkcja skrobi osiągnęła swój szczyt, dochodząc do 178 tys. ton. Przystąpienie Polski do Unii związane było z akceptacją wynegocjowanej z Komisją Europejską kwoty produkcji skrobi w naszym kraju. Wobec dużej jej nadprodukcji w całej UE była ona dużo niższa od ilości dotąd wytwarzanej i znacznie odbiegała od możliwości produkcyjnych przemysłu. Tego, co nastąpiło później, nie przewidywali jednak nawet najwięksi pesymiści. Okrojone w stosunku do możliwości przerobowych przemysłu kontyngenty produkcji nie zostały zrealizowane i to aż 2-krotnie w ciągu ostatnich trzech lat. Nad branżą krochmalniczą zbierają się czarne chmury. Czy grozi nam kolejne ograniczenie produkcji i jeszcze większy napływ skrobi z zagranicy?

Podstawowy problem to brak wystarczającej ilości ziemniaków, które są źródłem skrobi. Występujący niedobór surowca ma dwie przyczyny. Pierwsza ma charakter obiektywny – niesprzyjający przebieg pogody w ostatnich sezonach wegetacyjnych. Druga to stosowane technologie uprawy. Nasze rolnictwo nie dysponuje rozbudowanym systemem nawodnień. Brak lub wystąpienie letnich opadów deszczu w ogromnym stopniu decyduje o wahaniach plonów. Częstotliwość występowania lat suchych była w ostatnim okresie wyższa od przeciętnej wieloletniej. Między innymi z tego powodu średni plon ziemniaków w latach 2001–2006 był niższy niż w latach 70. i wynosił tylko 18 t/ha. W 2006 r. na skutek wyjątkowo dotkliwej suszy plony spadły do zaledwie 15 t/ha.