W przeważającej części kraju zbiory ziemniaka zostały utrudnione intensywnymi opadami deszczu. Dopiero teraz prace w polu przyspieszyły, bo polepszyła się pogoda.

- Stan zaawansowania zbiorów ziemniaka jadalnego oceniam obecnie na 60-70 proc., z kolei skrobiowego na ok. 50 proc. Z powodu nadmiernego uwilgocenia dużym problemem jest słaba jakość surowca. Bulwy często gniją – efekt wystąpienia zarazy ziemniaka, są zdeformowane, a redliny rozmyte – mówi w rozmowie z portalem farmer.pl dr Wojciech Nowacki, wiceprezes Stowarzyszenia Polski Ziemniak.

Rolnicy boją się przechowywać ziemniaka, dlatego zwykle od razu sprzedają surowiec. Wykorzystuje to rynek i oferuje często, odbierając produkt bezpośrednio od farmera, niską cenę - niespełna 20 gr za kg. Trochę lepiej jest na rynku hurtowym, gdzie cena ta kształtuje się na poziomie ok. 30 gr/kg.

- Granicą opłacalności uprawy ziemniaka jadalnego jest cena wynosząca 30-35 gr/kg – uważa dr Nowacki.

Jakie będą plony? – Plony są dosyć wysokie, bo kształtują się średnio na poziomie 270-280 dt/ha. Jednak są to dopiero cząstkowe dane, a też z powodu niskiej jakości plon handlowy będzie niższy – zaznacza dr Wojciech Nowacki.

Areał uprawy tego gatunku nieznacznie wzrósł w porównaniu z rokiem ubiegłym. Główny Urząd Statystyczny oszacował go na ok. 320 tys. ha. Ziemniak skrobiowy uprawiany jest na powierzchni ok. 28 tys. ha.

- Z powodu opadów deszczu w tym sezonie mamy do czynienia z niską zawartością skrobi w ziemniaku skrobiowym. W zeszłym roku wynosiła ona 18-19 proc. teraz jest to 16-17 proc. – dodaje Nowacki.

O problemie niskiej zawartości skrobi pisaliśmy tutaj.

Zbiory ziemniaka zatem mogą wynieść w tym roku ok. 9 mln t.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!