Jerzy Ciepłuch z Bartochowa w ubiegłym tygodniu zdjął folie okrywającą plantację. Tymczasem w nocy z soboty na niedzielę przyszedł mróz, przy gruncie było nawet minus pięć stopni Celsjusza. Okazało się, że z trzech hektarów wczesnych ziemniaków zostało tylko pół hektara. Dziś już wiadomo że straty są nieodwracalne.

- Będziemy chyba kasować plantacje. Część zostawimy, może jakiś plon będzie, może 10%, może 30% trudno powiedzieć, z czymś takim jeszcze się nie spotkaliśmy – mówi Jerzy Ciepłuch.

Pan Jerzy żałuje, że nie ubezpieczył swoich upraw. Składka z hektara to wydatek od pięćdziesięciu do trzystu złotych. Błażej Małolepszy ubezpieczył swoje sześć hektarów, ponieważ już dwa lata temu przymrozki wyrządziły znaczne szkody na jego plantacji. – Z hekara wykopałem wtedy bodajże 2 tony – mówi.

Synoptycy zapowiadają gorące lato, ostatnie susze dały im się we znaki, dlatego część gospodarzy już ubezpiecza się na wszelki wypadek.

Źródło: Agrobiznes