Andre van Wijgerden trzynaście lat temu bez żalu opuścił Holandię, bo uznał, że lepiej prowadzić gospodarstwo rolne w Polsce. Wybrał Polskę, chociaż zdawał sobie sprawę, że traci dostęp do znacznie większego unijnego rynku rolnego. Przyjechał, bo u nas upadły pegeery i – jak mówiono w jego kraju – mnóstwo ziemi leży odłogiem. A chciał mieć jej dużo. W Holandii największe gospodarstwa mają nie więcej niż 200 hektarów. Ziemi, jako cudzoziemiec, kupić nie mógł, ale nie stanowiło to dla niego żadnego problemu, bo dzierżawa w Holandii jest najczęściej spotykaną formą posiadania gospodarstwa i tak samo prawnie chronioną jak własność, a ziemia tak bardzo droga, że właściwie nikt jej nie kupuje. Pieniądze lepiej przeznaczyć na inwestycje.

W 1995 r. Andre założył samodzielnie nową spółkę Holstar w Pęzinie na Pomorzu, koło Stargardu Szczecińskiego, która z czasem powiększyła areał do 1500 hektarów.

Andre pracuje w polu, tak samo jak jego sąsiedzi, i dlatego nigdy nie miał z nimi żadnych konfliktów, chociaż początkowo niezbyt przychylnym okiem patrzyli na cudzoziemca inwestującego na polskiej ziemi. Sprowadził tu żonę, do polskich szkół chodzi czworo jego dzieci. W spółce znalazło stałą pracę 28 okolicznych mieszkańców, a sezonowo dorabia nawet dwa razy więcej.

Andre nie przyjechał do naszego kraju z ogromnymi pieniędzmi. Nie kłuł więc w oczy inwestycjami, na które nie stać było jego sąsiadów. Spółka rozwijała się powoli i tylko za pieniądze zarobione ze sprzedaży płodów rolnych na krajowym rynku. Jej właścicielowi, jako rolnikowi spoza Unii Europejskiej, nie przysługiwały ani dopłaty bezpośrednie, ani dopłaty do eksportu. Natomiast wejścia na rynek UE broniła taryfa celna. I chociaż jesteśmy już w UE, Andre nadal nie myśli o sprzedaży swoich plonów w innych krajach UE. Ma odbiorców w Bydgoszczy, Poznaniu, Gdańsku i Szczecinie, bo oferuje towary dobrej jakości.

Holstar uprawia zboża, rzepak, nasiona traw ozimych i jarych. Ale specjalnością spółki jest uprawa ziemniaków i cebuli zarówno konsumpcyjnych, jak i do przetwórstwa. Co roku sprzedaje 10 tysięcy ton ziemniaków i 300 ton cebuli. W uprawie stosuje nowoczesne technologie. Pola są nawadniane, a system GPS satelitarnie monitoruje i bada stan gleby, co umożliwia optymalne nawożenie.

Andre van Wijgerden jako pierwszy w Polsce wprowadził do sprzedaży ziemniaki oczyszczone na sucho lub mokro i zapakowane w woreczki foliowe lub raszlowe. W tym roku, aby zwiększyć możliwość sprzedaży ziemniaków, zaczął je też obierać i pakować próżniowo w woreczki. Dzięki temu mogą surowe przeleżeć w lodówce nawet tydzień i nie zmienią koloru. Ziemniaki są frakcjonowane według wielkości bulw, a nawet krojone w kostkę, tak aby można je było wrzucić prosto do zupy. Andre jest przekonany, że choć obrane ziemniaki są dwa razy droższe, znajdą nabywców, zwłaszcza w gastronomi, ale też wśród gospodyń domowych, które nie chcą tracić czasu na ich obieranie. Poza tym, czy 2 zł za kilogram to cena wygórowana?

W tym roku Andre spodziewa się gorszych plonów niż wynika to z szacunków unijnych, podanych w poprzednim numerze „Farmera”. Zbóż jest prawie o połowę mniej, bo średnie plony wyniosły 4 t/ha. Bardzo zróżnicowane są też plony ziemniaków i wahają się od 20 do 45 t/ha. – Niepowodzenia zdarzyć się mogą wszędzie, a tu naprawdę robię to, co lubię. Moja rodzina jest szczęśliwa i gdyby nawet Polska nie weszła do UE, nie żałowałbym swojej decyzji sprzed kilkunastu lat – mówi z przekonaniem Andre.

Źródło: "Farmer" 18/2006

Podobał się artykuł? Podziel się!