- Mimo wieloletnich badań prowadzonych przez różne zespoły badawcze na całym świecie sprawca zarazy ziemniaka Phytophthora infestans wciąż jest przyczyną wielu trudności w uprawie ziemniaka. W ciągu ostatnich kilkunastu lat obserwuje się zwiększenie potencjału infekcyjnego związanego ze zmianą populacji patogena - mówi portalowi farmer.pl Piotr Kamiński - główny hodowca Hodowli Ziemniaka Zamarte - Grupa IHAR.

Zaczęło się to wraz z pojawieniem się w Europie generatywnego typu kojarzeniowego patogena.

- Wynikiem tych zmian są między innymi wcześniejsze pojawianie się objawów choroby i jej gwałtowniejszy przebieg, przełamywanie odporności genetycznej wielu uprawianych odmian ziemniaka, nieskuteczność środków ochrony, pojawienie się nowego źródła infekcji pierwotnej - oospor zimujących w glebie - dodaje Kamiński.

Straty w uprawie wynikają również z faktu niedostatecznej ochrony plantacji.

- W Polsce w sezonie wegetacyjnym stosuje się średnio dwa zabiegi chemiczne przeciwko zarazie. W gospodarstwach towarowych ilość oprysków jest zdecydowanie wyższa i waha się od 5 do 8. Jeszcze inaczej jest na zachodzie Europy, tam ta liczba jest wręcz skrajnie wysoka, bo może wynieść nawet 20 zabiegów ochrony fungicydowej podczas rozwoju i wzrostu ziemniaków - wylicza Piotr Kamiński.

Z badań wynika też, że zaraza pojawia się coraz wcześniej, zależnie od roku nawet w maju, a nie jak zwykle to miało miejsce w czerwcu. Głównym powodem jej pojawienia się na plantacji są m.in. chore sadzeniaki.

- Chore sadzeniaki to z reguły problem upraw, na których w poprzednim roku nie zastosowano właściwej ochrony chemicznej, a w przechowalni nie usunięto chorych bulw. Moim zdaniem duże obszary jednolitych odmian, jak i występowanie dwóch typów kojarzeniowych patogena sprzyjają rozwojowi epidemii zarazy ziemniaka. W rezultacie rozmnażania generatywnego powstają zarodniki przetrwalnikowe - oospory. Po przezimowaniu w glebie w warunkach wysokiej wilgotności stanowią źródło pierwotnego zakażenia roślin ziemniaka w polu. Mogą one zachować swoją żywotność w glebie przez wiele lat - podkreśla Piotr Kamiński.

Podobał się artykuł? Podziel się!