Dantejskie sceny tak można określić to, co dzieje się pod punktami skupów przyjmujących rzepak. Problemy pod elewatorami dotyczą praktycznie całego kraju, a obsługa punktów skupu dwoi się i troi, lecz nie jest w stanie obsłużyć jednorazowo takiej ilości rolników.

Jak oni nas traktują? Musimy tu stać dzień i noc. Byłem zapisany na liście, spokojnie czekałem, ale ją anulowali. Do czego to podobne! - denerwuje się Jan Kwaśnica z Nowin Żukowskich na Lubelszczyźnie. - Najgorsze, że końca kolejki nie widać. Ludziom nerwy puszczają, w poniedziałek to się nawet pobili, bo ktoś chciał bez kolejki wjechać do skupu.
- Stać w takim upale to tragedia, tylko po wodę biegamy. Kolejka jest na trzy dni stania, ciągnie się 3 km, aż do kościoła w Jabłonnie - narzeka Robert Kochaniec, rolnik z Kolonii Zuków. Dodaje, że w ubiegłym roku kolejki nie było - było mniej rzepaku. Poza tym zbiory były rozłożone w czasie, bo była ładna pogoda. A teraz padało i mamy mniej czasu za zbiory i sprzedaż plonów - mówi Kochaniec.

Równie dramatycznie i kilometrowe kolejki oraz ponad dwudziestogodzinny postój pod skupem czekał w poniedziałek rolników, którzy przywieźli rzepak do Elewatorów Jarosław w województwie podkarpackim. Rolnicy zjeżdżali tutaj nie tylko z powiatu jarosławskiego: – Stoję tu od czwartej rano, a jestem dwudziesty w kolejce – mówił o godz. 13 Roman Pielach z Żurawicy. – To nie jest zboże, które można przetrzymać na przyczepie. Rzepak to roślina oleista, wilgotna, jak się zaparzy, to nawet ryby w rzece tego nie będą chciały jeść. Ale tu jest lepiej niż w Orłach, bo tam trzeba czekać nawet kilka dni – tłumaczył. Najbardziej narzekali ci rolnicy, którzy młócili rzepak w weekend. – Żniwa rzepakowe trwają tylko dziesięć dni. Czy nie można otworzyć skupu także w sobotę i niedzielę? Nie trzeba by było narażać nas na straty. A tak – boimy się, żeby rzepak się nie zaparzył, a jakie straty w paliwie mamy! Co chwilę trzeba zapalać ciągnik i podjeżdżać do przodu – mówi Tadeusz Karpiński z Czelatyc.
Kierownik Elewatorów Jarosław należących do Zakładów Chemicznych Organika Azot SA w Jaworznie Jan Ocalewicz tłumaczy, że zakład nie jest w stanie rozładować kolejki: – Przy takiej ilości rzepaku, jaka do nas zjechała, nie nadążają nasze linie technologiczne.