- Fitoplazmy, dawniej znane jako organizmy mikoplazmopodobne to bakterie, bez ściany komórkowej, jądra ani mitochondriów, posiadające materiał genetyczny w postaci nici DNA. Są pasożytami roślin - wyjaśnił prof. Marek Mrówczyński z Instytutu Ochrony Roślin PIB.

Fitoplazmy wywołują różnorodne choroby u ponad 600 gatunków roślin uprawnych i dziko rosnących, zielnych i drzewiastych - najczęściej przyjmują one postać żółtaczki, bądź jak tutaj miotlastości. Porażone rośliny mają zahamowany wzrost, żółte zabarwieniem liści i pędów, krzaczasty pokrój, oraz zaburzenia procesów generatywnych. Kwiaty są źle wybarwione i zdeformowane. Niejednokrotnie przyjmują postać tworów liściastych. Są przy tym sterylne i nie wytwarzają nasion.

Choroby fitoplazmatyczne przenoszone są głównie przez skoczki i miodówki. Wektorem fitoplazm jest także kanianka - bezzieleniowa roślina pasożytnicza. Ponadto mogą być przenoszone wraz z wegetatywnym materiałem rozmnożeniowym - bulwy, kłącza.

Przez kilkadziesiąt lat sądzono, że choroby te wywoływane są przez wirusy, ponieważ w roślinach z objawami nie znaleziono grzybów, bakterii czy pierwotniaków. Dopiero w latach 60. wykazano, że sprawcą chorób typu żółtaczki astra są ciała mikoplazmopodobne (MLOs), ostatnio określane jako fitoplazmy.

Wiedza na temat żółtaczek była do niedawna bardzo ograniczona. Rozwinęła się ona dopiero w ostatnich latach, dzięki wprowadzeniu nowych technik diagnostycznych opartych na metodach molekularnych. Postęp w tej dziedzinie wiąże się także z masowym występowaniem i narastającą szkodliwością fitoplazmoz. W Europie dotyczy to zwłaszcza Włoch, Niemiec i Francji, gdzie panują szczególnie korzystne warunki klimatyczne dla rozwoju skoczków oraz miodówek, a także występowania fitoplazmoz.

W Polsce fitoplazmoza w typie żółtaczki występuje na roślinach ozdobnych. Można ją spotkać na plantacjach handlowych, w ogrodach przydomowych, na rabatach kwiatowych, a nawet na cmentarzach. Masowe pojawienie się tych chorób w Polsce stanowi ogromny problem dla producentów kwiatów, a przede wszystkim plantatorów roślin na nasiona. W różnych rejonach kraju obserwowano plantacje porażone w różnym stopniu - w zależności od gatunku i odmiany rośliny uprawnej, terminu porażenia, oraz miejscowości wynosiło ono od kilku do 100 proc. Z tych ostatnich nie zebrano żadnych nasion.