- Na plantacja obserwuje się coraz częściej braki i niedostępność niektórych składników pokarmowych dla rzepaku. Okres jesienny jest krytyczny, rośliny rzepaku przygotowują się do przezimowania. W tym roku cześć plantacji jest opóźniona w rozwoju. Po wielu tygodniach suszy pojawiły się opady deszczu, miejscowo nawet do 40 mm. Nastąpiło ożywienie w świecie mikroorganizmów glebowych, które rozkładają materię organiczną z resztek pożniwnych – zauważa Andrzej Brachaczek – dyrektor ds. badań i rozwoju firmy Innvigo.

Jak ta sytuacja przekłada się na praktykę? Oznacza przejściowy kryzys w dostępności składników pokarmowych.

- Dodatkowo uruchomione zostały substancje czynne herbicydów doglebowych, które mogą zakłócić nieco metabolizm roślin. Zdecydowanie też obniżyła się średnia temperatura dobowa, która dodatkowo go spowolniła – dodaje Brachaczek.

W jego opinii to już ostatni dzwonek na zastosowanie nawozów nalistnych lub takich z funkcją stymulatorów. Może to bowiem wpłynąć na zahartowanie się roślin, przygotowanie się ich do okresu spoczynku zimowego, a także ograniczyć głód nawozowy.

- Pomimo lokalnie mocniejszych przymrozków, niższych temperatur szkodniki w rzepaku są wciąż aktywne. Rzepaki są opóźnione w rozwoju, obsada nie zawsze optymalna, w wielu przypadkach plantatorzy wahają się czy likwidować plantacje czy pozostawić do wiosny. Kondycję plantacji pogarszają szkodniki których żerowanie bardzo ograniczać może już i tak zredukowaną powierzchnie asymilacyjną. Szkodniki o aparatach gębowych kłująco-ssących mogą zakażać rośliny rzepaku mikoplazmami - efekt staśmienie pędów rzepaku – zauważa Andrzej Brachaczek.

Na roślinach zaobserwował on objawy żerowania mszyc, które mogą być mylone z chorobami takimi jak sucha zgnilizna kapustnych czy cylindrosporioza. Dodatkowo w łanie widoczne są objawy wystąpienia pchełek i gnatarza.