Większość plantacji rzepaku jest w dobrej kondycji. Rozety są zwykle dobrze rozbudowane, mają po dziesięć liści, szyjka korzeniowa jest gruba, a pąk wierzchołkowy nisko osadzony.

Jedynie te plantacje, które były siane gęściej mają wyciągniętą szyjkę korzeniową. Rolnicy bowiem, którzy uprawiają tę roślinę nauczyli się, że jesień to czas, kiedy trzeba poświecić jej sporo uwagi i dopilnować ochrony chemicznej - zwłaszcza tej fungicydowej. Dlatego problem chorób dotyczy nieliczne pola.

Inaczej w tym roku jest z insektycydami - tutaj często potrzebne były dodatkowe zabiegi, bo okazało się że szkodników było więcej niż zwykle. Powód? Ciepła jesień, ale nie tylko, albo przede wszystkim - wycofanie od tego sezonu możliwości stosowania zapraw z grupy neonikotynoidów.

- Zbieramy w tej sprawie materiały od rolników i w odpowiednim momencie je przekażemy. Ale już widać, że wycofanie tych środków wpływa na podwyższenie kosztów produkcji - podkreśla Młodecki.

Trzeba zauważyć też fakt, że część plantacji, zwłaszcza wysianych wcześnie, jest wybujała i o te właśnie należy się martwić w kontekście nadchodzącej zimy. Owszem skracano rośliny, nawet dwukrotnie, ale nie zawsze przyniosło to zamierzony skutek.

Co z areałem produkcji? - Szacujemy, że w tym sezonie powierzchnia uprawy rzepaku będzie tylko o 5 proc. niższa od poprzedniego roku. I to wcale nie dlatego, że ceny nasion były, zwłaszcza do tych notowanych dwa lata temu, znacznie niższe. Powodem mniejszego areału jest fakt, że z powodu suszy rolnicy albo nie mogli przygotować pól pod zasiewy w odpowiednim terminie, albo bali się z góry o wschody tej rośliny - dodaje Juliusz Młodecki.

Wracając do cen to przedstawiciel Zrzeszenia podkreśla, że mimo w pełni niesatysfakcjonujących wyników finansowych, należy podkreślić, że za to relacja cenowa rzepaku do pszenicy była taka jak powinna być, a więc dwa do jednego.

Podobał się artykuł? Podziel się!