Larwy chowacza podobnika oraz pryszczarka kapustnika niszczą już łuszczyny. Współpraca obu szkodników (masowe naloty chowacza podobnika oraz pryszczarka) okazała się bardzo dotkliwa dla rzepaku. W centrum Polski i na Kujawach nie chronione w porę łuszczyny masowo ulegają deformacji, wykrzywiają się i żółkną. W środku łuszczyn można zaobserwować liczne larwy pryszczarka (nawet ponad 50-70 sztuk) i pojedyncze larwy podobnika. Szkodniki te nie tylko uszkadzają nasiona, taka sytuacja doprowadzi także do przedwczesnemu zasychania łuszczyn i w konsekwencji do osypywania się nasion.

Standardowym terminem zwalczania pryszczarka jest faza opadania płatków kwiatowych. Niestety w tym sezonie wykonanie zabiegu z „automatu” okazało się błędem i zabiegiem spóźnionym. W tym roku szkodniki łuszczynowe bardzo wcześnie masowo nalatywały na rzepak. Chowacz podobnik, który często pojawiał się na plantacjach powyżej progu ekonomicznej szkodliwości, ułatwił znacznie samicom pryszczarka swobodne składanie jaj. Efekt jest taki, że duży procent łuszczyn jest uszkodzonych oraz zasiedlonych przez szkodniki, które „kradną” plon.

Na tym etapie zabieg interwencyjny może okazać się zdecydowanie mniej skuteczny, choć nadal można go wykonać, by ograniczyć rozmiar szkód, tym bardziej, że na plantacji można jeszcze spotkać dorosłe chrząszcze podobnika oraz muchówki pryszczarka. Tam, gdzie wykonano jeden zabieg insektycydowy przeciwko szkodnikom łuszczynowym, należy zlustrować stan plantacji i zastanowić się, czy nie jest potrzebny kolejny oprysk.

Należy także pamiętać, że uszkodzone łuszczyny przez szkodniki są bramą wejścia dla groźnych chorób rzepaku: suchej zgnilizny kapustnych, czerni krzyżowych oraz szarej pleśni.

Podobał się artykuł? Podziel się!