Powód jest oczywisty. Mniejsze zyski za płody rolne nie zachęcają do zakupów. Magazyny i przechowalnie są pełne i czekają na lepsze czasy, a na dopłaty bezpośrednie trzeba jeszcze troszkę poczekać. Niekorzystna koniunktura powoduje, że wszystkie zakupy na przyszły sezon są starannie przemyślane i w wielu przypadkach mocno ograniczone do minimum.

Z nieformalnych rozmów wiemy, że wielu rolników z powodów finansowych rezygnuje z jesiennego odchwaszczania zbóż. Rzadziej decydują się również na dokarmianie dolistne.

Z drugiej strony więcej niż zazwyczaj stosowali w rzepaku insektycydy (średnio dwu, a nawet trzykrotne zabiegi). To była jednak konieczność, gdyż presja szkodników w obliczu dość ciepłej jesieni zagrażała mocno uprawom. W tym roku lokalnie problem pojawił się z gnatarzem rzepakowcem, tantnisiem krzyżowiaczkiem, śmietką kapuścianą oraz głównie na południu ze ślimakami. W zbożach natomiast pojawiła się mszyca.

Są rejony gdzie pojedyncze plantacje rzepaczane są orane (okolice Grudziądza, Golubia Dobrzynia). Głównym tego powodem są słabe wschody połączone z dużymi uszkodzeniami wyrządzonymi przez szkodniki (w tym głównie śmietkę kapuścianą).

W wielu rejonach bywały również problemy z odchawszczaniem rzepaku, głównie z powodu słabej wilgotności gleby.

Z chorób zagrożeniem stała się sucha zgnilizna kapustnych. Odnotowano w tym roku duże stężenie zarodników w powietrzu, a ciepła pogoda sprzyjała infekcjom. Może się okazać, że rzepaki wymagać będą ponadplanowej interwencji fungicydami.

Póki co rzepaki oraz zboża są w pełni zielone i nie ma wizualnych oznak niedoborów poszczególnych pierwiastków. Jednak w obliczu spadającej temperatury powietrza, rośliny będą miały ograniczoną możliwość pobierania składników pokarmowych, a sam proces mineralizacji materii organicznej ulegnie spowolnieniu. Może się okazać, że za miesiąc lub nawet tuż przed zimą pojawią się na roślinach różne przebarwienia świadczące o niedoborach, a wówczas na zabiegi dokarmiania może być już za późno.

Podobał się artykuł? Podziel się!