Na dużych polach, zdaniem naukowca, nie ma sensu wykonywać oprysków insektycydowych na całej jego powierzchni. Wystarczy, jak przejedzie się dwa razy od brzegu pola, opryskiwaczem o szerokości 18 m. Inaczej jest na plantacjach, które mają mniej niż 10 ha. Tam poleca się przeprowadzać takie zabiegi jednak już na całości pola, bo szkodniki występują tam nie tylko na brzegu. - Większe zagrożenie ze strony agrofagów pojawia się ze strony lasów, zakrzewień albo też od pól, gdzie w poprzednim sezonie uprawiano rzepak - zauważa prof. Mrówczyński.

W tym roku szkodników jest więcej niż zwykle. Na wschodzie kraju żeruje jeszcze słodyszek, w północnej i centralnej Polsce groźny jest chowacz podobnik i pryszczarek kapustnik.

- Pryszczarka jest bardzo dużo ze względu na fakt, że nagle pojawiły się upały - dodaje prof. Marek Mrówczyński. Niestety jak zauważył np. w okolicy Piły, rolnicy wykonują zabiegi insektycydowe w ciągu dnia, co szkodzi owadom zapylającym i w ogóle jest niedopuszczalne.

- W okolicach Poznania rzepak już przekwita. Dzieje się to bardzo szybko, bo zwykle kwitnienie trwa około trzy tygodnie, w tym roku ze względu na późną wiosnę, fakt, że było upalnie i sucho, ten termin się skrócił i to znacznie - dodaje prof. Mrówczyński. Na wschodzie i północy kraju nadal znajduje się w fazie pełni kwitnienia.

Co jeszcze można zauważyć na plantacjach? Rzepaki są niższe niż w latach poprzednich. Tam gdzie w odpowiednim czasie dostały opady deszczu, tam roślina rozgałęzia się bezpośrednio przy ziemi, a z kolei gdzie było sucho „poszły" w pęd główny i dopiero w jego połowie można zauważyć rozgałęzienia. Generalnie może to skutkować wylegnięciem łanu rzepaku.