- Jeszcze jest troszkę zbyt wcześnie na jakąś wiążącą ocenę stanu plantacji rzepaku. Mimo optymistycznych prognoz na najbliższe dni to jednak przy tak dynamicznej pogodzie wszystko może się zdarzyć - mówi portalowi farmer.pl dr Lech Kempczyński, dyrektor Polskiego Stowarzyszenia Producentów Oleju. Ale nie jest tak źle, jak w roku ubiegłym.

- Wydaje się , że nie powinno być bardzo źle, ponieważ w porównaniu z ubiegłym sezonem rzepaki były lepiej przygotowane do zimowania. Chociaż są sygnały informujące, że nad niektórymi polami rzepaku unosi się zapach "kiszonej kapusty", ale nie należy pochopnie podejmować decyzji o zaoraniu plantacji - dodaje Kempczyński.

Zdaniem przedstawiciela PSPO krytycznym momentem w uprawie rzepaku jest okres przełomu marca i kwietnia, kiedy wegetacja już ruszyła i po ciepłym dniu następuje mroźna noc.

Firmy nasienne zawczasu przygotowały się na wzmożone zainteresowanie uprawą rzepaku jarego. - Myślę, że to dobrze dla poziomu produkcji rzepaku, że firmy nasienne są przygotowane na różne scenariusze w tym i te skrajnie pesymistyczne zakładające przesiewy plantacji. Wydaje się uzasadnione, że wzorem poprzedniego sezonu w niektórych rejonach może nastąpić wzrost zainteresowania rzepakiem jarym, jako uprawą uzupełniającą dla wymarzniętego rzepaku ozimego - dodaje Lech Kempczyński.

Podobał się artykuł? Podziel się!