Rolnicy od kilku sezonów mocno odczuwają konsekwencje wycofania zapraw insektycydowych w rzepaku. Szkodniki mają niemałe pole do popisu, a skutki ograniczonego ich zwalczania sprawiają, że agrofagi te swobodnie się namnażają i gromadzą masowo w przestrzeni rolniczej. Nie tylko rzepak wymaga starannej lustracji, już od wchodów obserwować musimy także zboża. Tu głównie powinniśmy reagować na naloty mszyc, które są wektorami groźnej i niedocenianej jeszcze przez producentów rolnych wirusowej choroby zbóż - żółtej karłowatości jęczmienia.

Komisja Europejska zadecydowała, że wycofano zaprawy insektycydowe w rzepaku. Polska ostatecznie nie skorzystała z wprowadzenia derogacji, czyli zezwolenia na czasowe stosowanie neonikotynoidów (co udało się niektórym krajom członkowskim), nie przybywa nowych substancji czynnych do nalistnego zwalczania szkodników w oziminach. Przynajmniej w zeszłym sezonie komunikaty PIORiN na jesieni nie były uaktualniane, IOR-PIB nie publikował w tym okresie już swoich ostrzeżeń, a alerty firmowe generowane były stosunkowo rzadko. Polski rolnik stał się bezradny wobec poważnego zagrożenia, jakie niosą ze sobą jesienne szkodniki w oziminach. Musiał liczyć tylko na siebie. Niestety podejrzewamy, że w tym sezonie sytuacja może się powtórzyć.

Apelujemy zatem do rolników, by w tej beznadziejnej sytuacji nie lekceważyli problemu i na bieżąco kontrolowali stan swoich upraw. Najlepiej za pomocą starannej lustracji roślin, wspomaganej dodatkowo wystawieniem na plantacji żółtych naczyń.

Należy pamiętać, że szkodniki jesienne mają tendencje do lokalnych masowych pojawów, stąd monitoring plantacji powinien stać się obowiązkiem każdego rolnika siejącego oziminy. Interwencja w postaci trafionego zabiegu ochrony roślin może stać się kluczowa dla dalszego rozwoju roślin.

Martwi nas jednak jeszcze jeden fakt. Jak donoszą producenci rolni, zabiegi nalistne wykonywane dostępnymi na dzień dzisiejszy insektycydami nalistnymi, nawet wykonywane kilkakrotnie w sezonie jesiennym, nie zawsze dawały zamierzone efekty.

Przykładowo nie ma zarejestrowanych insektycydów na tantnisia krzyżowiaczka, który lokalnie wymaga obligatoryjnego zwalczania. Szkodnik ten zwalczany był w sytuacji bytowania pozostałych szkodników (np. mszyc, gnatarza rzepakowca, pchełek). Dostępne preparaty jednak słabo likwidują populację tantnisia, gdyż gąsienice tego szkodnika kryją się na spodniej stronie liści, do których ciężko docierają insektycydy.