- W sumie w grupie mieliśmy w tym roku blisko 1 tys. ha rzepaku, ale 200 ha musieliśmy z powodu mrozu zaorać - mówi. Dodaje, że kolejne straty poczyniła susza w regionie. - Do pierwszego czerwca spadło u nas 22 mm wody. Następnie dodatkowo w czerwcu kolejne 30 mm, ale ten deszcz spadł za późno i nie zrekompensował wiosennych niedoborów wody - informuje rolnik.

Nie dość, że rzepak zdziesiątkował mróz i susza, to jeszcze wielkim problemem w tym sezonie był pryszczarek kapustnik. To szkodnik łuszczynowy, który atakuje roślinę w czasie kwitnienia rzepaku. Optymalnym terminem jego zwalczania jest okres opadania płatków kwiatowych i wykształcania się pierwszych łuszczyn. Uszkodzenia powodowane przez niego są następnie bramą wejściową dla groźnych chorób takich jak: sucha zgnilizna kapustnych, szara pleśń i czerń krzyżowych. - W tym sezonie pojawiło się nawet drugie pokolenie szkodnika, co utrudniło walkę z nimi, bo czas działał na niekorzyść - dodaje.

Henryk Ordanik zwykle zbierał u siebie 3,5-4 t/ha nasion. - Teraz będzie dobrze jak plon wyniesie 2,5 t/ha - mówi.