Z powodu suszy, a później nadejścia dość intensywnych opadów deszczu, lokalnie, zwłaszcza we wschodniej części Polski, trzeba było zaorać w tym roku rzepak. Dlaczego?


Po pierwsze wysiany był on w suchą, pylistą glebę, co nie wpłynęło korzystnie na jego wschody. Po drugie właśnie te wschody zostały opóźnione, a po opadach deszczu dodatkowo powstały zastoiska wody i górna warstwa gleby się „zaskorupiła". Po trzecie rolnicy często wykonywali we wrześniu, podczas tych trudnych warunków pogodowych, odchwaszczanie plantacji preparatami, które dodatkowo przyczyniły się wstrzymania ich rozwoju.

Efekt? Konieczność likwidacji plantacji. Bo co innego ma zrobić rolnik, który na początku października widzi na polu rzepak znajdujący się w fazie 2 liści, a dodatkowo z powodu właśnie stosowania herbicydów, jest żółty. W takiej sytuacji nie pomoże ani nawożenie azotowe, ani żadne inne zabiegi.

Po prostu rzepak nie rokuje i dlatego trzeba go zlikwidować i najlepiej przesiać pszenicą ozimą. Niestety ponosząc przy tym spore straty finansowe.

Obecnie bowiem rzepak powinien znajdować się co najmniej w fazie 6 liści. Taki rozwój jest mu potrzebny do tego, aby przygotował się do trudnych warunków podczas zimy. Musi wykształcić przede wszystkim mocny system korzeniowy, grubą szyjkę korzeniową i mieć nisko osadzony pąk wierzchołkowy, a także zgromadzić odpowiednie składniki pokarmowe. Faza dwóch liści mimo nawet ciepłej i długiej jesieni raczej na to nie pozwoli.