PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Soja po polsku

Soja po polsku

Autor: Farmer 22/2011/Wojciech Konieczny

Dodano: 23-11-2011 14:27

Tagi:

Na Opolszczyźnie trwa kolejna próba wprowadzenia soi do masowej uprawy. Wyniki są obiecujące.



Kilkakrotnie ponawiane próby uprawy soi w Polsce nie zakończyły się sukcesem, czyli powszechną jej uprawą. Powodem niepowodzeń były wysokie wymagania termiczne tej rośliny, wrażliwość na długość dnia świetlnego (przy zbyt krótkim nie zawiązuje nasion), długi okres wegetacji oraz budowa roślin, które bardzo nisko zawiązywały dolne strąki. Uniemożliwiało to zbiór mechaniczny, a bez niego soję można uprawiać co najwyżej hobbistycznie w ogródku.
Postęp, jaki się dokonuje w hodowli tego gatunku na przestrzeni ostatnich lat, pozwala jednak sądzić, że sytuacja może się wkrótce zmienić. Oferowane przez nasiennictwo odmiany charakteryzują się znacznie krótszym okresem wegetacji i znacznie wyższym zawieszeniem najniższych strąków. Ich wymagania dotyczące temperatury w trakcie wegetacji, a także nasłonecznienia również udało się zredukować.

Aktualna sytuacja z próbami aklimatyzacji soi przypomina historię uprawy kukurydzy, która - na skutek niewłaściwego doboru odmian i niedostatecznego rozpoznania technologii uprawy - długo nie mogła przekonać do siebie polskich rolników. Rozwiązanie tych problemów sprawiło, że dzisiaj jest uprawiana na ponad 700 tys. ha. Soja aż takiego areału prawdopodobnie nigdy nie zajmie, ale - jak się ocenia - warunki klimatyczno-glebowe panujące na południu Polski pozwalają na obsianie nią 250 tys. ha.
Na soję „po polsku" natrafiłem w 40-hektarowym gospodarstwie Alfonsa Suchego we wsi Leśnik pod Głogówkiem w woj. opolskim. Na moje pytanie o przyczynę zainteresowania się tą rośliną rolnik odpowiedział: W naszym rejonie siane są głównie zboża (w tym kukurydza), których uprawa przerywana jest jedynie przez rzepak ozimy. Tylko część gospodarstw odstawia buraki do cukrowni w Cerekwi Polskiej; ja do nich nie należę. Płodozmiany są więc bardzo krótkie, a na polach królują zboża. Skutkuje to nasilonym porażeniem ich przez choroby grzybowe i koniecznością prowadzenia coraz bardziej wyrafinowanej a jednocześnie kosztownej ochrony chemicznej. Szukałem możliwości wyjścia z tej sytuacji. Będąc na wystawie rolniczej w Czechach, moją uwagę zwróciła wyhodowana na Ukrainie nowa odmiana soi o nazwie Anuszka. Krótki - bo wynoszący 110 dni okres wegetacji, plon nasion na poziomie 3 t/ha, to były na tyle ważkie argumenty, aby przekonać mnie do spróbowania uprawy Anuszki.

Jak się ta próba powiodła? - Jestem więcej niż zadowolony - mówi rolnik. Średni plon z 8 ha wyniósł dokładnie 3 t ziarna z ha. Rezultat okazał się na tyle obiecujący, że gospodarz poszedł „za ciosem", siejąc Anuszkę jeszcze raz, po zebranym w połowie lipca jęczmieniu ozimym. Gospodarstwo odwiedziłem na początku listopada, kiedy rośliny zakończyły wegetację i tracąc wodę, powoli zasychały. Przy temperaturach dochodzących w południe do 15-16oC proces ten przebiegał stosunkowo intensywnie. Gospodarz zapowiadał, że wjedzie kombajnem na plantację za dzień lub dwa. Plon w jego ocenie nie będzie wcale taki niski. Liczy na 2 t/ha.

- Nasiona z pierwszego zbioru dałem do analizy i okazało się, że zawierają 17 proc. tłuszczu i 34 proc. białka - opowiada. - Są więc dobrym komponentem do produkcji paszy. Jednocześnie zyskałem doskonały „łamacz" płodozmianu. Monokulturę zbożową mogę teraz przerywać nie tylko rzepakiem, ale także plenną rośliną strączkową, której wartość rolnicza wzrasta, jeśli uwzględnić jej strukturotwórcze działanie na glebę, oraz fakt, że bakterie brodawkowe rozwijając się na korzeniach, wiążą azot z powietrza. Kiedy obumrą, w glebie pozostaje po nich 40 kg N/ha.

Jak wyglądała agrotechnika uprawy? - Przedplonem była pszenica ozima. Po jej zbiorze wykonałem normalne uprawki pożniwne - kontynuuje pan Alfons. - Późną jesienią rozsiałem nawozy mineralne: 200 kg soli potasowej i 200 kg fosforanu amonu. Po tym przyszła orka zimowa, którą zostawiłem w ostrej skibie.
Z siewem gospodarz czekał do 26 kwietnia. Nasiona Anuszki kupił w pobliskich Czechach. Do materiału siewnego dołączona była szczepionka z bakteriami brodawkowymi. Zastosował ją bezpośrednio przed siewem. Sam siew wykonał w rzędy co 20 cm, umieszczając nasiona na głębokości 4 cm, zużywając 130 kg/ha. Jak twierdzi, wschody były błyskawiczne. Po 3 dniach pojawiły się kiełki. Kiedy jednak 3 maja spadło 10 cm śniegu, sądził że wszystko stracone. Tym bardziej, że śnieg stopniał w ciągu dnia, a przez kolejne 3 noce temperatura przy gruncie spadała do -5oC. Liścienie wszystkich siewek zmarzły i odpadły, pole wyglądało koszmarnie, ale rośliny szybko zaczęły odbijać.
- Zanim soję posiałem, dokładnie rozpytałem kolegów z Czech o agrotechnikę i stąd wiedziałem, że chwasty są zagrożeniem tylko w początkowym okresie wegetacji. Później rośliny tworzą tak gęsty łan, że nic się przez nie nie przebije. Tak też się stało. Problem jest ze stosowaniem herbicydów, bo żaden nie jest w Polsce dopuszczony do stosowania. Z kolei od kolegów z Czech wiem, że tam zarejestrowane są i skutecznie działają znane także u nas Afalon dyspersyjny, Command 360 CS i 480 EC i Basagran 480 SL. Jednocześnie zauważyli, że znacznie korzystniej jest stosować środki przedwschodowe, bo soja nie lubi oprysków nalistnych. Po ich wykonaniu zatrzymuje się we wzroście na tydzień do nawet 10 dni.
Mimo deszczowego sezonu, Anuszka szybko, jak na soję, zakończyła wegetację. Zbiór kombajnowy wykonano 20 sierpnia. Dolne strąki były na tyle wysoko zawieszone, że nie było strat żniwnych. Zebrane nasiona nie wymagały dosuszenia. Natomiast te, które będą zbierane w listopadzie, trafią na suszarnię.

Anuszką, a także innymi odmianami interesują się również giganci naszego rolnictwa jak na przykład gospodarstwo Top Farms Głubczyce, w którym soję uprawiano w tym roku na obszarze ok. 45 ha. Średni plon nasion był nieco mniejszy niż w gospodarstwie pana Suchego i wyniósł 2,2 t/ha. Przedplonem była kukurydza. Przy podobnym terminie siewu - 28 kwietnia, żniwa były o miesiąc później - 26 września. Mogło na tym zaważyć nawożenie azotowe, z którego w poprzednim gospodarstwie zrezygnowano. 100 kg saletry amonowej, czyli 34 kg N/ha, nie jest wysoką dawką, ale jak wskazuje doświadczenie z innymi roślinami strączkowymi, wprowadzenie tego pierwiastka w formie mineralnej opóźnia nawiązanie symbiozy na linii roślina - bakterie brodawkowe. Nie osiedlają się one na korzeniach, lecz żyją samodzielnie, korzystając z zasobów azotu glebowego. Dopiero po istotnym obniżeniu zawartości tego składnika w glebie wnikają do korzeni i zaczynają przyswajać wolny azot z powietrza. Można sądzić, że opóźniony zbiór w Głubczycach był właśnie efektem spóźnionego, a jednocześnie obfitego zaopatrywania soi w azot.
Plon soi jest jednak satysfakcjonujący dla tego gospodarstwa, dlatego w przyszłym roku planuje obsiać tą rośliną 2-krotnie większy obszar.

Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (2)

  • jarki 2012-10-11 18:01:56
    zobacz na forum
    http://forum.farmer.pl/topic/1332-soja/page__fromsearch__1
  • lucjan 2012-10-11 16:49:24
    gdzie mogę zakupić nasiona soi
    Anuszka i czy może być uprawiana
    w wojew lubelskim
ZOBACZ WSZYSTKIE KOMENTARZE

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 54.159.91.117
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin serwisu

Zgłoś swoje propozycje zmian!


Dziękujemy za współpracę!