Kilkakrotnie ponawiane próby uprawy soi w Polsce nie zakończyły się sukcesem, czyli powszechną jej uprawą. Powodem niepowodzeń były wysokie wymagania termiczne tej rośliny, wrażliwość na długość dnia świetlnego (przy zbyt krótkim nie zawiązuje nasion), długi okres wegetacji oraz budowa roślin, które bardzo nisko zawiązywały dolne strąki. Uniemożliwiało to zbiór mechaniczny, a bez niego soję można uprawiać co najwyżej hobbistycznie w ogródku.
Postęp, jaki się dokonuje w hodowli tego gatunku na przestrzeni ostatnich lat, pozwala jednak sądzić, że sytuacja może się wkrótce zmienić. Oferowane przez nasiennictwo odmiany charakteryzują się znacznie krótszym okresem wegetacji i znacznie wyższym zawieszeniem najniższych strąków. Ich wymagania dotyczące temperatury w trakcie wegetacji, a także nasłonecznienia również udało się zredukować.

Aktualna sytuacja z próbami aklimatyzacji soi przypomina historię uprawy kukurydzy, która - na skutek niewłaściwego doboru odmian i niedostatecznego rozpoznania technologii uprawy - długo nie mogła przekonać do siebie polskich rolników. Rozwiązanie tych problemów sprawiło, że dzisiaj jest uprawiana na ponad 700 tys. ha. Soja aż takiego areału prawdopodobnie nigdy nie zajmie, ale - jak się ocenia - warunki klimatyczno-glebowe panujące na południu Polski pozwalają na obsianie nią 250 tys. ha.
Na soję „po polsku" natrafiłem w 40-hektarowym gospodarstwie Alfonsa Suchego we wsi Leśnik pod Głogówkiem w woj. opolskim. Na moje pytanie o przyczynę zainteresowania się tą rośliną rolnik odpowiedział: W naszym rejonie siane są głównie zboża (w tym kukurydza), których uprawa przerywana jest jedynie przez rzepak ozimy. Tylko część gospodarstw odstawia buraki do cukrowni w Cerekwi Polskiej; ja do nich nie należę. Płodozmiany są więc bardzo krótkie, a na polach królują zboża. Skutkuje to nasilonym porażeniem ich przez choroby grzybowe i koniecznością prowadzenia coraz bardziej wyrafinowanej a jednocześnie kosztownej ochrony chemicznej. Szukałem możliwości wyjścia z tej sytuacji. Będąc na wystawie rolniczej w Czechach, moją uwagę zwróciła wyhodowana na Ukrainie nowa odmiana soi o nazwie Anuszka. Krótki - bo wynoszący 110 dni okres wegetacji, plon nasion na poziomie 3 t/ha, to były na tyle ważkie argumenty, aby przekonać mnie do spróbowania uprawy Anuszki.