Plantatorzy stają przed dylematem: zebrać rzepak wcześniej, licząc się z obniżonym o kilkanaście procent plonem, czy nie wykorzystać tego czasu, narażając się na późniejsze spiętrzenie prac żniwnych przy niepewnej pogodzie? W tym okresie każdy dzień zmarnowany w oczekiwaniu aż rośliny dojrzeją, oznacza stratę. Najlepszym rozwiązaniem jest możliwość sterowania dojrzewaniem, a więc terminem zbiorów. Tę możliwość daje desykacja.

Oprócz wyrównania dojrzewania i jego przyspieszenia, desykacja przynosi wiele innych korzyści. Do najważniejszych należy ułatwienie omłotu. Mniejsza wilgotność masy roślinnej poddawanej omłotowi wpływa na wzrost wydajności kombajnu nawet o 18 proc. Dzięki dosuszeniu zielonych części roślin rzepaku oraz chwastów, w zespole tnącym kombajnu nie powstają zatory. Ułatwione jest również oddzielanie nasion od łuszczyn i łodyg. Desykacja przyspiesza więc nie tylko termin, ale też tempo zbioru. Jednocześnie, dzięki większej sprawności omłotu zmniejszeniu ulega zużycie paliwa.

Kolejnym, ważnym aspektem desykacji jest podnoszenie jakości uzyskiwanego surowca. Nasiona są bardziej wyrównane i mają mniejszą wilgotność, co pozwala zaoszczędzić na ich późniejszym dosuszaniu. Dzięki lepszemu omłotowi zawierają również mniej zanieczyszczeń.

Desykację należy przeprowadzić na 14 dni przed planowanym zbiorem. Jednakże, wjazd ciągnikiem lub samojezdnym opryskiwaczem w gęsty, splątany łan nie pozostaje obojętny dla roślin. Łuszczyny pękają pod wpływem mechanicznych bodźców, a nasiona osypują się. Łan jest ugniatany, co utrudni jego podbieranie przez kombajn w trakcie żniw. Ponadto, kierowca nie zawsze dokładnie trafia w tor przejazdu, w efekcie rozjeżdżając rośliny. Czy zabieg desykacji gwarantuje pokrycie strat spowodowanych dodatkowym przejazdem? Próby odpowiedzi na to pytanie podjęła się niemiecka firma Feiffer Consult, przeprowadzając w 2007 r. polowe próby desykacji rzepaku przed żniwami.