Na dużym obszarze kraju im mocniej słonko grzeje, tym dobitniej widać do jakich spustoszeń doszło na plantacjach. Jeszcze na początku marca, po pobraniu próbek roślin z plantacji wydawało się, że rzepak ozimy ma szanse na wysokie plony. Przebieg pogody w kolejnych trzech tygodniach, zmroził te nadzieje. Ujemnym temperaturom towarzyszyły silne, wysmalające wiatry i brak okrywy śnieżnej. Kumulacja tak niekorzystnych czynników spowodowała większe uszkodzenia upraw, niż wszystkie razem wzięte niekorzystne warunki od jesieni 2017 r. Wraz z nadejściem wiosny na początku kwietnia, zapachniało (dosłownie) kłopotami. Szereg plantacji wymarzło (słyszy się że jest to nawet 25-30 proc. jesiennych zasiewów), a jeszcze więcej zostało silnie uszkodzonych. Stan taki dotyczy całego pasa województw północnych, Kujaw, północnego i środkowego Mazowsza po linię Kutno – Łowicz – Garwolin i całego Podlasia. W Wielkopolsce, na Ziemi Lubuskiej, Dolnym Śląsku, Opolszczyźnie, w Małopolsce i na Podkarpaciu straty spowodowane marcowym nawrotem zimy są zdecydowanie mniejsze.

Na zakreślonym obszarze marcowe nadzieje rolników na plon w granicach 4-5t/ha zgasły. Mrzonką wydają się oczekiwania masowych osiągnięć na poziomie 3-3,5 t nasion z ha. Może gdzieś na fragmentach plantacji tak, ale wynik średni na tym poziomie będzie zdarzeniem incydentalnym. Powodem jest stan plantacji. Wiele z nich ze względu na obsadę roślin na m. kw., kwalifikuje się do kontynuowania uprawy. Nie mniej kondycja tych roślin jest zwyczajnie zła. Są nadmarznięte, ze zniszczoną rozetą liściową. Zatem powinny przejść okres wiosennej regeneracji, polegającej na wydaniu młodych korzeni w części podziemnej i odtworzeniu rozety liści w kątach których ukryte są pąki z których rozwijają się następnie pędy boczne.

Tymczasem zegar biologiczny, nakręcany długością dnia świetlnego i średnią temperaturą dobową stymuluje rośliny do maksymalnego skrócenia wzrostu wegetatywnego i skoncentrowania całego wysiłku na rozwoju generatywnym. Odbudowa liści nie jest przez to pełna, nie następuje rozwój pędów bocznych, natomiast roślina strzela w pęd główny i pąkuje. Można się zatem spodziewać, że łany będą rzadkie. Tymczasem o wysokości plonu rzepaku decyduje ilość łuszczyn jakie się zawiążą na rozgałęzieniach bocznych.

Czy jest jeszcze szansa na ograniczenie skali tego zjawiska? Można chemicznie zmusić rośliny do wydania pędów bocznych, poprzez zastosowanie fungicydów z dodatkową funkcją regulatora wzrostu. Znoszą one dominację pąka wierzchołkowego, przez co rozwijają się pąki boczne. Efekt będzie szczególnie widoczny jeśli wcześniej plantacja została obficie nawożona azotem. Co to znaczy obficie? Na każdą przewidywaną tonę plonu nasion 60kg N/ha.

Podobał się artykuł? Podziel się!