W regionie jesienią były dobre warunki do wschodów i dalszego rozwoju rzepaku. Rośliny wysiane w terminie wymagały zabiegów regulatorami wzrostu, żeby nie wybujały przed zimą, ale w gospodarstwach towarowych jest to standardowy zabieg.

- Rzepaki były dobrze przygotowane do zimy i nawet opóźniona wiosna im nie zaszkodziła. Pojawiły się obawy czy nawozy azotowe podane w marcu, kiedy można było zauważyć ruszenie wegetacji, a następnie przyszły opady śniegu, nie spłynęło. Ale nic się takiego nie stało - zauważa Młodecki.

Oczywiście były pewne opóźnienia. Rzepak zakwitł trochę później niż zwykle - w pierwszej dekadzie maja. Co ważne działo się to nierównomiernie, stąd na tych ok. 20 proc. plantacji, które z różnych powodów są w gorszym stanie niż większość, najpierw zakwitł pęd główny, a teraz jeszcze kwitną - boczne.

- Na dzisiaj nie przewidujemy opóźnionych zbiorów. Natura wszystko ładnie nadrobiła. Zbiory powinny się odbywać w drugiej dekadzie lipca. KZPRiRB szacuje, że w Polsce zasiano rzepakiem 750-800 tys. ha, co w sumie powinno dać ok. 2 mln t - prognozuje Młodecki. O cenach nie chce na razie rozmawiać i radzi obserwować kontrakty na giełdach towarowych za ten surowiec.

Nie wszędzie sytuacja jest tak dobra jak na Kujawach, ale generalnie na podstawie z kolegami ze Zrzeszenia z różnych regionów kraju, większych anomalii nie zaobserwowano. Lokalnie mogą być większe straty np. z powodu podtopień, ale wiele zależy od dalszego przebiegu pogody.

- Intensywne opady deszczu przyszły przeważnie już po wykonaniu planowanych zabiegów ochrony, teraz wjazd w tak zwarty łan jest już utrudniony - dodaje Młodecki.

Presja chorób i szkodników oczywiście w tym sezonie też jest widoczna, ale zdaniem rolnika, który sam uprawia rzepak, jest wkalkulowana w uprawę tej rośliny i nie jest większa niż zwykle.

Podobał się artykuł? Podziel się!