- Wymarzniecie czy pałecznica? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo istotna, gdy zastanawiamy się czy zlikwidować, czy pozostawić plantacje rzepaku lub czy wstrzymać się z decyzją przez jakiś czas. Jeśli mamy do czynienia z lekkim uszkodzeniem mrozowym, to rzepak może się zregenerować. Natomiast, jeżeli plantacja jest porażona przez Typhula spp., a co więcej dochodzą do tego jeszcze uszkodzenia mrozowe, to szanse na utrzymanie takiej plantacji są nikłe – radzi Andrzej Brachaczek z firmy Innvigo.

Jakie są objawy tej choroby? Po pierwsze liście rośliny porażone przez tego grzyba przyjmują barwę jasnobeżową po pomarańczowo-różową u nasady, następnie przechodzą w szarobrunatną i zasychają. Dodatkowo są posklejane i płasko przylegają do gleby. Po drugie na fragmentach rośliny da się zaobserwować charakterystyczną białoszarą, luźną grzybnię patogena. Co ważne na porażonych tkankach, a także w ich pobliżu da się dostrzec pojedyncze skleroty w postaci małych kulek Typhula spp.

Jednak jak przypomina Brachaczek patogen atakuje nie tylko liście, ale także stożki wzrostu, które w późniejszym czasie odpadają - nawet gdy korzeń jest zdrowy.

- Dokładnie teraz, tylko o tej porze, można zaobserwować objawy charakterystyczne dla pałecznicy. W późniejszym czasie ani przebarwień ani grzybni ani sklerot nie będzie już widać. Konsekwencje prażenia Typhula ssp. możemy odczuwać w kolejnych sezonach. Patogen będzie atakował w następnych latach rzepak, a silne mrozy nie ograniczą jego rozprzestrzeniania – dodaje Brachaczek.

Jak podkreśla, ze względu na to, że grzyb atakuje rośliny poprzez miejsca zranienia, to prawdopodobieństwo porażenia Typhula spp. jest wysokie szczególnie w rejonach, w których panowały okresowo bardzo niskie temperatury, a zaraz potem spadł śnieg.

 

 

Podobał się artykuł? Podziel się!