Według Głównego Urzędu Statystycznego zbiory rzepaku i rzepiku wyniosą w tym roku od 2,4 mln t do 2,6 mln t, czyli o 29-38 proc. więcej od zbiorów ubiegłorocznych. KZPRiRB jeszcze w lipcu szacowało z kolei, że produkcja wyniesie w tym sezonie ponad 2 mln t. Teraz te dane zostaną na pewno podwyższone, ale o ile jeszcze nie widomo.


Konsekwencją wysokich zbiorów są niższe ceny surowca. Jednak nikt się chyba nie spodziewał, że będą one tak niskie.

- Obecnie mamy do czynienia z tzw. paniką na rynku, bo żniwa się dopiero skończyły i ceny są najniższe. Nie można jednak się im poddawać. Trzeba się spodziewać, że wreszcie wzrosną - może nie do poziomu 1800 zł/t, ale 1400-1450 zł/t będzie można otrzymać powiedzmy w październiku i listopadzie - mówi Młodecki.

Nie każdy jednak mógł sobie pozwolić na przechowanie surowca, ale na pewno w silosach u rolników znajduje się więcej surowca niż w latach poprzednich.

- Trzeba się nauczyć rozkładać ryzyko wystąpienia właśnie tych niższych cen. Rolnicy jednak skuszeni wysokimi ubiegłorocznymi cenami nie podpisali umów kontraktacyjnych, bo liczyli że na wolnym rynku zarobią więcej - dodaje Juliusz Młodecki.

Podobał się artykuł? Podziel się!