Wegetacja ruszyła już kilka tygodni temu. Jednak do stwierdzenia „to azot powinien czekać na oziminy, nie odwrotnie” trudno było się w tym sezonie ustosunkować. Duża wilgotność gleby i praktycznie brak porannych przymrozków na długo wstrzymywały możliwość wykonania zabiegów nawozowych.

Część rolników (np. z Kujaw i części Wielkopolski) zaryzykowała i podała azot jeszcze w lutym. Wówczas w tych regionach nie było śniegu, a poranne przymrozki umożliwiły wjechanie rozsiewaczy na pola. Ci rolnicy podali azot mniej więcej na tydzień przed wznowieniem wegetacji przez rośliny. Niestety były takie regiony, gdzie w tym okresie na polach był jeszcze śnieg (np. południe Polski, Podlasie), a on skutecznie zablokował wykonanie bardzo wczesnych zabiegów nawozowych. Następnie wody z postępującej odwilży przybywało, nie było nocnych większych przymrozków „ścinających” warstwę orną i taka sytuacja na kilka tygodni wstrzymała możliwość wyjechania rozsiewaczy nawozowych na pola.

W tym tygodniu wielu rolników nadrobiło zaległości (dzięki temu, że nie zanotowano większych opadów i wiały wiatry przyspieszające osuszanie pól). Jednak zabiegi nawozowe wykonywane były niejednokrotne w ciężkich warunkach, a wysiewanie nawozów wiązało się często z uszkodzeniami struktury gleby (powstanie kolein). Niestety są też gospodarstwa, które nie wykonały jeszcze nawożenia w oziminach, lub nie wykonały ich na najbardziej zwięzłych i podmokłych stanowiskach.

Trzeba mieć jednak świadomość, że dalsze zwlekanie z aplikacją azotem może negatywnie odbić się na plonach ozimin. Na opóźnionym nawożeniu przede wszystkim ucierpi rzepak, który wolno będzie się regenerował i słabo rozkrzewione oraz przerzedzone łany pszenicy ozimej, w których dalszy proces krzewienia może zostać zaburzony. Na spóźnionej pierwszej dawce azotem stracić może również żyto ozime. Gatunek ten jako pierwszy z ozimin wznowił wegetacje (już pod koniec lutego), a niestety w praktyce uprawę tą nawozimy często na końcu.

Należy mieć także świadomość, że wraz z upływem czasu gwałtownie spada zawartość wody w glebie, a to woda jest nośnikiem jonów rozpuszczonych z nawozów stałych. O ile nadal mamy do czynienia raczej z dobrą wilgotnością gleby, która pozwoli na rozpuszczenia granul nawozowych, to należy zauważyć, że od pewnego czasu nie notowano większych opadów deszczu. Zanim nawóz się rozpuści i przemieści do strefy korzeniowej, miną kolejne dni a nawet tygodnie (w zależności od opadów). Głodzona roślina, dostanie sygnał, że nie wykarmi dużej ilości kłosów (w przypadku zbóż) czy łuszczyn (w przypadku rzepaku), a to z pewnością odbije się na plonie. Opóźnienie dawki startowej o 2 tygodnie (względem wyraźnego wznowienia wegetacji) może spowodować nawet 25 proc. spadek plonu.