Obecna sytuacja na rynku jest niezwykle ciekawa. Zakłady przetwórcze oczekują dostaw surowca, z kolei rolnicy zwlekają z jego sprzedażą w nadziei na wzrost cen zbóż. Producenci wciąż mają wątpliwości, czy po zeszłorocznych niskich stawkach dochodowość produkcji zapewni im kontraktacja. Szukając odpowiedzi na te i inne pytania skontaktowaliśmy się z analitykiem rynków rolnych.

Rozmowa z Grzegorzem Rykaczewskim - analitykiem Banku Zachodniego WBK.

- Zakłady przetwórcze kupują obecnie niewiele zbóż, gdyż rolnicy wciąż czekają na wyższe ceny. Czy oby słusznie? Nie brakuje głosów, że ceny zamiast w górę, raczej będą się obniżały.

- Sygnały płynące z rynku, wskazujące na to, że rolnicy dość niechętnie sprzedają zboże po ubiegłorocznych zbiorach, wcale nie dziwią. Wpływ na to ma niski poziom cen skupu, co przekłada się na niską opłacalność produkcji. W okresie ostatnich czterech miesięcy ubiegłego roku w zakładach monitorowanych przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi za tonę pszenicy konsumpcyjnej płacono w skupie przeciętnie 642 zł, a oznacza to, że cena była niższa o 5 procent od tej z analogicznego czasu w 2015 r. W opisywanym okresie średnia cena żyta konsumpcyjnego wyniosła 526 zł za tonę, co było wartością zbliżoną do ceny z 2015 r. Oczywiście warto przy tym dodać, że w obu przypadkach poziom cen był znacznie niższy niż w latach 2011-2012, które często są odniesieniem dla oczekiwań cenowych producentów rolnych. W styczniu tego roku wprawdzie zanotowano wzrost cen skupu większości zbóż, jednak nadal pozostają one na relatywnie niskim poziomie. Z drugiej strony coraz więcej rolników dysponuje bazą przechowalniczą, co sprawia, że mogą jeszcze poczekać ze sprzedażą.

- Jakich kwot w tym roku mogą spodziewać się rolnicy, oczywiście zakładając, że nie dojdzie żadnych poważniejszych zakłóceń meteorologicznych?

- Oczekujemy, że do końca sezonu ceny mogą nieco wzrosnąć, co będzie miało charakter sezonowy. Prawdopodobnie będzie to poziom wyższy niż w analogicznej części 2016 r., jednak nie spodziewamy się znaczących wzrostów. Kwestią otwartą pozostają oczywiście warunki atmosferyczne, co będzie miało wpływ na unijną produkcję w 2017 r.