W opinii specjalisty nie powinno się jednak dążyć do zaostrzenia procedury fitosanitarnej podejmowanych przeciwko temu gatunkowi, gdyż nie rozwiąże to problemu, zwłaszcza, że stonka jest obecna w większości krajów UE.

- Możliwe, że wzorem Węgier (gdzie stonka nie jest szkodnikiem kwarantannowym) można starać się aby w tych krajach, w których szkodnik nieprzerwanie występuje od wielu lat i nie udaje się go zwalczać uznać go za gatunek rodzimy nie podlegający obowiązkowi zwalczania. Wówczas to plantatorzy kukurydzy sami decydowaliby czy opłaca im się zwalczać stonkę czy też nie i czy mają to robić poprzez płodozmian czy też zastosowanie metod chemicznych. W przypadku Polski ważne byłoby jednak aby zwiększeniu uległ dobór insektycydów przeciwko temu gatunkowi - podkreśla dr Bereś.

Problemem bez wątpienia dla plantatorów kukurydzy jest brak zarejestrowanych preparatów przeciwko larwom tego szkodnika, co uniemożliwia racjonalne podejście do zwalczania tego gatunku. Zwłaszcza, że mobilność chrząszczy oraz fakt, że występują w pełni okresu wegetacyjnego kukurydzy utrudniają ich skuteczne zwalczanie (brak m.in. opryskiwaczy szczudłowych).

- W porównaniu do innych krajów, gdzie szkodnik również występuje znajdujemy się na szarym końcu pod kątem liczby zarejestrowanych preparatów przeciwko temu gatunkowi. Możliwe, że sytuacja poprawi się dzięki uznawalności środków ochrony roślin zarejestrowanych do zwalczania tego gatunku w innych krajach - dodaje dr Paweł Bereś.