Z szacunków Krajowej Federacji Producentów Zbóż wynika, że regionalnie straty w uprawach spowodowane żerowaniem na nich dzikich gęsi wynosi nawet 50 proc. Widoczne jest to zwłaszcza w pasie nadmorskim, a więc na północy kraju. Zmasowane naloty wystąpiły też na Żuławach oraz w rejonie centralno-południowym w województwach dolnośląskim, opolskim, wielkopolskim i lubuskim.

Nie ma tego złego, bo przy okazji te ptaki poprawiły w niektórych przypadkach stan fitosanitarny plantacji - „zjadły" po prostu wszystkie chore liście, dzięki czemu na polach nie ma chorób, a roślina wybija nowe liście.

Gęsi zbożowe, sarny, dziki to w tym roku powszechny widok na naszych polach, gdzie te zwierzęta pożywiały się uprawami ozimymi. - Długo zalegająca okrywa śniegowa, brak wegetacji w lasach, brak ostoi dla zwierzyny i tym samym pokarmu, spowodowała to że wszystkie zwierzęta wyszły w pola. Są regiony, gdzie rolnicy są załamani ilością szkód. Z jednej strony koła łowieckie mogą się cieszyć, bo zwierzyna łowna dzięki polom rolników przetrwała. Z drugiej rolnicy są w tej sytuacji pokrzywdzeni - mówi portalowi farmer.pl Rafał Mładanowicz, prezes KFPZ.

Jak zauważa w tym roku mieliśmy naloty gęsi rozłożone w ratach. Zwykle straty nie są tak duże jak w tym roku, bo ptaki te wcześniej przelatują nad naszym krajem.

- Nalot gęsi jest dużym problem w okresach: luty i marzec, a także wrzesień i październik. Dlatego wnioskowaliśmy o to aby można było faktycznie zmienić po pierwsze okres polowań na gęsi, a po drugie wydłużyć rekompensaty. Jest to szkodnik zdefiniowany, ale nie ma podstawy do tego, aby wypłacać odszkodowania - dodaje Mładanowicz.

25 marca KFPZ zwróciła się do ministra środowiska z prośbą o wykonanie ekspertyzy pozwalającej na oszacowanie strat ponoszonych przez rolników w wyniku nalotów gęsi zbożowych na plantacje upraw zbóż i rzepaku. - Na razie nie otrzymaliśmy w tej kwestii odpowiedzi, ale spodziewamy się jej lada chwila, bo jeszcze miesiąc nie miną - dodaje Mładanowicz.

Podobał się artykuł? Podziel się!