Na północnym-wschodzie zalega jeszcze śnieg i nie można wjechać w pole, ale mimo że na pozostałej powierzchni Polski już go nie ma to i tak prace polowe nie rozpoczęły się na dobre. Rolnicy czekają i się niecierpliwią.

- W moim regionie wysiewane są nawozy. Nie ważne czy jest to nawożenie pogłówne czy przedsiewne, tam gdzie się da wjechać w pole, tam rolnicy starają się nadrobić zaległości. Zadowoleni są ci, którym udało się wysiać nawóz w marcu. Azot nie spłynął, bo nie było ku temu możliwości - dodaje Mładanowicz, który sam jest rolnikiem i gospodaruje na północy kraju w okolicy Człuchowa.

Prezes Federacji z powodu opóźnionej wiosny musiał zmienić swój plan zasiewów. - Wyeliminowałem pszenżyto jare - ale nie w całości, zastępując go jęczmieniem - dodaje.

Szacuje on, że zwiększy się w tym roku powierzchnia uprawy jęczmienia jarego - gatunku, który nie jest wrażliwy na opóźnione siewy. - Trzeba przyznać, że w tym sezonie drogi jest kwalifikowany materiał siewny jęczmienia. Cena tony przekracza 2 tys. zł. Skoro jest popyt, to i cena wzrasta - zauważa.

- Kukurydzy też będzie trochę więcej, ale sytuacja z roku ubiegłego - areał ponad miliona hektarów - raczej się nie powtórzy, bo nie każde stanowisko będzie się do tego nadawało. Jest problem z dostępnością nasion w kukurydzy, niektórych odmian brakuje - podkreśla Mładanowicz.