Bardzo suchy i upalny okres od czerwca niemal do początku września (ze sporadycznie pojawiającymi się, niewielkimi opadami deszczu) spowodował na przykład na Podkarpaciu, że kukurydza wysiana na glebach lekkich najbardziej reagowała na stres suszy.

- Przejawiało się to jej więdnięciem, sporadycznie tylko całkowitym zasychaniem, co niestety przypadło w okresie wyrzucania znamion, pylenia i zawiązywania pierwszych ziarniaków, a więc w okresie krytycznym pod kątem zapotrzebowania wodnego roślin. Takie rośliny były mniejsze, ich kolby również, w tym słabiej zaziarnione, a przede wszystkim przedwcześnie dojrzewały. Lepiej radziły sobie rośliny wysiane na glebach cięższych, gdzie wpływ niedoboru wody nie był aż tak odczuwalny – zauważył prof. Bereś.

W regionie południowo-wschodniej Polski stwierdzono również, że rośliny wysiane w drugiej oraz trzeciej dekadzie kwietnia znacznie lepiej poradziły sobie z suszą aniżeli rośliny pochodzące z siewów wykonanych w połowie maja (które lokalnie są praktykowane). Dlaczego? Gleba posiadała jeszcze odpowiednie rezerwy wody dla rozwijającego się systemu korzeniowego.

- Rośliny z siewów późno majowych tylko przez krótki okres czasu miały zapewnione dobre warunki dla rozwoju, gdyż już od czerwca na Podkarpaciu zaczął pojawiać się problem deficytu opadów deszczu, a temperatury zaczęły przekraczać w ciągu dnia 30ᵒC. Poważniejszy problem związany z niedoborem wody dotknął także i te gospodarstwa, które zrezygnowały z orki przedzimowej i wykonały ją dopiero w okresie wiosennym, co zwiększyło parowanie wody z gleby, a pogoda panująca na etapie wykonywania orki nie zapowiadała jeszcze nadchodzącej suszy. Na takich stanowiskach rośliny kukurydzy od samego początku swej wegetacji miały zatem utrudniony wzrost – powiedział nam naukowiec.

Trzeba zaznaczyć, że brak opadów skomplikował również działania pielęgnacyjne takie jak: nawożenie i zwalczanie chwastów.

- Przy stosowaniu nawozów doglebowych np. w formie granulatu lokalnie pojawił się problem z ich rozpuszczaniem się w glebie i pobieraniem przez rośliny. Sucha gleba na niektórych plantacjach uniemożliwiła ponadto wykonanie zabiegów doglebowego odchwaszczania plantacji, bądź też osłabiła efekt chwastobójczego oddziaływania zastosowanych herbicydów – dodał prof. Bereś.

Zdaniem naukowca obecny, trudny rok pokazał również jak dużego znaczenia w dobie obserwowanych zmian klimatycznych nabiera monitoring pojawu organizmów szkodliwych np. słonecznicy orężówki, która bardzo licznie naleciała na obszar południowej Polski z południa kontynentu, czy też przędziorka chmielowca, który lokalnie opanował do 100 proc. roślin.

- Należy coraz bardziej się liczyć z nieprzewidywalnymi, masowymi pojawami różnych organizmów szkodliwych, którym sprzyja ocieplanie się klimatu. Jest to także ogromne wyzwanie dla ochrony roślin, która musi rozwiązywać coraz liczniej pojawiające się problemy z ochroną upraw, wynikające nie tylko z samego wpływu klimatu na organizmy szkodliwe, ale również i działań człowieka, choćby wycofywaniem z użycia różnych substancji czynnych – radzi.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!