O mszycach w tegorocznych oziminach pisaliśmy na portalu wielokrotnie. Jak się jednak okazuje, ich populacja (tam gdzie nie stosowano zabiegów zwalczających) nadal rośnie. W rzepaku na niespotykaną od dawna skalę zadomowiła się głównie mszyca brzoskwiniowo ziemniaczana, a w zbożach mszyca zbożowa czy czeremchowo-zbożowa. Niesie to ze sobą zagrożenie, że oziminy zostaną porażone groźnymi wirusami: zboża – żółtą karłowatością jęczmienia, natomiast rzepak -wirusem żółtaczki rzepy. By się ustrzec tych chorób trzeba zwalczać ich wektory czyli mszyce.

Lokalnie tych pluskwiaków jest naprawdę dużo, powyżej progu ekonomicznej szkodliwości. Mogą one być aktywne do pierwszych silniejszych przymrozków.

W sprzyjających okolicznościach można jeszcze decydować się na zabieg, choć o warunki sprzyjające ku temu będzie w listopadzie trudno. Niestety, trzeba mieć także świadomość, że  taki zabieg w dużej mierze będzie zabiegiem spóźnionym. Mszyce się zwalcza w okresie nalotów na plantacje, zanim zdąża zainfekować rośliny. Obecne zabiegi takie mogę jedynie ograniczyć rozprzestrzeniania się wirusa, choć i to jest sprawą wątpliwą bo na wielu plantacjach zwłaszcza z niechronionym rzepakiem trudno znaleźć roślinę niezasiedloną przez te owady. 

Większość insektycydów powinno się aplikować powyżej 10°C. Przy obecnej pogodzie czyli w temperaturze w okolicach 7-8 °C poradzą sobie jeszcze pyretroidy. Gorzej z bardziej skutecznymi w przypadku zwalczania mszyc preparatami fosforoorganicznymi (opartymi np. na chloropiryfosie). Optymalna temperatura ich działania przekracza 15 °C.