- Omacnica prosowianka na Podkarpaciu wystąpiła w nieco mniejszym nasileniu niż w 2016 r. Był to efekt pogody, która zakłóciła lot motyli i składanie jaj w lipcu – mówi portalowi farmer.pl prof. Paweł Bereś z Instytutu Ochrony Roślin PIB, Terenowa Stacja Doświadczalna w Rzeszowie.

Na pojedynczych plantacjach, na których wysiano odmiany podatne na szkodnika uszkodził on niestety nawet ponad 80 proc. roślin i ponad 50 proc. kolb.

- Zwykle jednak procent uszkodzonych roślin dochodził do 30-50 proc. a kolb do 15-35 proc. Poważnym problemem na niektórych stanowiskach okazały się dwa orkany Ksawery i Grzegorz, które wyłamały łodygi uprzednio nadgryzione przez gąsienice, co później utrudniło zbiór ziarna – dodaje prof. Bereś.

Jak się okazuje deszczowa pogoda w okresie października i listopada nie jest problemem dla zimującej w resztkach pożniwnych omacnicy. Jest ona w nich bezpieczna.

- Warto jednak wykorzystać taką sytuację i tam gdzie tego jeszcze nie zrobiono rozdrobnić słomę za pomocą mulczerów, w tym ściernisko potraktować np. nawozem azotowym oraz biopreparatami bakteryjnymi, które przyśpieszą rozkład słomy. W warunkach większej wilgotności gleby taki proces rozkładu materii organicznej przez bakterie naturalnie występujące w glebie, ale i te wnoszone przez biopreparaty przebiegnie efektywniej aniżeli gdyby było sucho – radzi naukowiec.

Tam, gdzie zebrano już kukurydzę, ale nic nie zrobiono z jej resztkami, jest jeszcze ostatni moment przed zimą, aby zastosować walkę mechaniczną z omacnicą. Trzeba docenić tą metodę, gdyż jest efektywna jeżeli stosuje się ją na większym obszarze, w tym w pełni ekologiczna.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!