Jak zauważa, nawet fakt, że w tym sezonie często kolby skierowane są do dołu i teoretycznie mogą „gubić” ziarna, w sytuacji deszczu nie zaszkodził. Bo z kolby takiej wówczas łatwiej spływa woda i szybciej wysycha. Trzeba jednak się liczyć z tym, że te kilka dni opadów obniżyło o 1-2 proc. wilgotność ziarna.

Generalnie w tym roku wilgotność nasion kukurydzy jest niższa o 5 proc. od tej z roku ubiegłego. Kształtuje się na poziomie ok. 28 proc., ale można było znaleźć plantacje, gdzie ziarno to było suchsze – 20 proc., ale i bardziej mokre – 30 proc.

- Jeszcze do końca pierwszej dekady listopada – czasu, kiedy teoretycznie nie powinno się już zbierać kukurydzy, zostało trochę dni, dlatego myślę, że o ile pogoda na to pozwoli rolnicy zdążą ze zbiorem – zauważa prof. Michalski.

Jakie szacowane są zbiory? – Mogą być one nawet niższe o połowę w stosunku do tych z roku ubiegłego. Wówczas Główny Urząd Statystyczny mówił o 4,5 mln t, teraz będzie dobrze jak będzie 2,5 mln t – a może i 2 mln t. Do końca bowiem nie wiadomo ile kukurydzy ziarnowej, ze względu na słabą jakość, zostało przekwalifikowane na kiszonkową. Plony w tym sezonie są bardzo zróżnicowane od dosłownie zera do 10 t ziarna mokrego, ale lokalnie były one często wyższe. Niestety nadal duże szkody wyrządzają dziki, o czym się praktycznie nie mówi. Nie ma też wypracowanych żadnych rozwiązań dla tego ważnego problemu – podkreśla prof. Tadeusz Michalski.

Co z cenami? Są one bardzo zróżnicowane w poszczególnych regionach kraju. - W południowej Polsce tona mokrych nasion o wilgotności 30 proc. kosztuje ok. 460 zł netto, z kolei w Wielkopolsce – 500-520 zł/t. Czym bardziej na Północ ta cena wzrasta i na Pomorzu kształtuje się na poziomie 520-550 zł/t. Z kolei suche ziarno kosztuje ok. 660 zł/t. Dobrze byłoby gdyby ta cena wynosiła chociażby 700 zł, ale raczej nawet po zbiorach jest to mało prawdopodobne. Nie wiadomo jeszcze ile ziarna spłynie do nas np. z Ukrainy – dodaje.

Podobał się artykuł? Podziel się!