- W odniesieniu do zbóż ozimych nie ma zagrożeń, bo utrzymuje się pokrywa śnieżna - powiedział w piątek Rozbicki. Dodał, że nie oznacza to, że zima jest korzystna dla upraw, lepiej by było, by nadeszła wiosna.

Zdaniem Rozbickiego, na stan upraw nie powinno wpłynąć kilkudniowe ocieplenie, jakie wystąpiło na początku marca. Nie powinien też zaszkodzić uprawom silny wiatr, choć wietrzna pogoda bez śniegu nie jest dobra dla roślin - tłumaczył profesor. Dodał, że byłoby znacznie gorzej - tak jak się to stało w ubiegłym roku - gdyby wystąpiły silne mrozy bez śniegu. Przypomniał, że spowodowało to wymarznięcie dużej powierzchni plantacji i konieczność ponownego zasiewu.

Jak zauważył Rozbicki, obecna pogoda jest niekorzystna dla upraw jarych, które wysiewa się na wiosnę. Długa zima oznacza bowiem skrócenie okresu wegetacji roślin. Jak mówił, na południu Polski zazwyczaj siewy już trwają o tej porze roku. Natomiast np. na Mazowszu rolnicy je rozpoczynają na przełomie marca i kwietnia.

Zaznaczył, że prognoza na najbliższe dni jest niedobra, w weekend mają być duże spadki temperatury. Jeżeli nawet w przyszłym tygodniu śnieg zacznie topnieć, to potrzeba jeszcze minimum tygodnia, by ziemia rozmarzała i można było wejść na pole. - Z dzisiejszej perspektywy można prognozować, że prace polowe zaczną się nie wcześniej, niż 3-5 kwietnia. A to już będzie późna wiosna, zarówno ze względu na wysiew nawozów azotowych, jak również ze względu na termin siewów - podkreślił profesor.

Rozbicki wyjaśnił, że dla upraw z naszej strefy klimatycznej jest korzystna długa wegetacja, czyli wczesna wiosna i późna jesień. W Europie zaliczamy się do tzw. krajów zimnych, gdzie jest niedobór ciepła. Np. buraki cukrowe dobrze plonują, jeżeli okres wegetacji wynosi 200-220 dni. A w Polsce trudno jest uzyskać nawet 190 dni. W przypadku zbóż nie ma takich wymagań i możliwe jest, że będą one dobrze plonować nawet wtedy, gdy zostaną wysiane w pierwszej dekadzie kwietnia - tłumaczył.

Według naukowca, najgorszym scenariuszem byłoby, gdyby do połowy kwietnia było zimo, następnie padałyby deszcze, a maj, który ma kluczowe znaczenie dla wzrostu roślin, byłyby suchy. Wtedy należy się liczyć nawet z 20 proc. spadkiem plonów - powiedział Rozbicki.

Podobał się artykuł? Podziel się!