Firmy hodowlano-nasienne już podają katalogi odmian kukurydzy na nowy rok. Nieoficjalnie mówi się o tym, że zboża tego będzie jeszcze więcej niż w tym rekordowym roku. Powód? Nieprzewidywalna wiosna, która może generować kłopoty związane z kolei z siewem zbóż jarych, zmniejszona powierzchnia ozimin i oczywiście problemy z nadmiernymi opadami deszczu.

- W bieżącym roku powierzchnia uprawy kukurydzy oceniana jest przez nas na rekordowe 1 mln 220-230 tys. ha. To kolejny raz przekroczenie progu. Część kukurydzy regionalnie nie została zebrana. Do pierwszego kwartału grudnia 2017 r. było to ok. 10 proc. powierzchni. To jest też sprawa jakości gleb. Tam gdzie zwykle kukurydza, czy inne zboża, plonuje doskonale to w bieżącym roku sytuacja się odwróciła. Na tych najlepszych glebach plony są średnie, bo nadmiar wody powodował, że na glebie ciężkiej te warunki wcale nie są najlepsze. I odwrotnie na glebie klasy szóstej można było w tym roku uzyskać zupełnie przyzwoite plony – mówił podczas konferencji na temat aktualnej sytuacji na rynku zbóż i kukurydzy prof. Tadeusz Michalski, prezes Polskiego Związku Producentów Kukurydzy.

Prof. Michalski zaznaczył na spotkaniu, że ten rok który się kończy w rolnictwie był bardzo trudny. Wymienił zagrożenia z którymi w najbliższym czasie będą musieli się zmagać rolnicy, a na które nie mają do końca wpływu.

- Unia Europejska za wszelką cenę stara się nas pozbawić środków ochrony roślin, wycofując kolejne substancje czynne. To powoduje niepewność na rynku rolniczym i zagrożenie co do możliwości stosowania integrowanej ochrony roślin, która dzisiaj jest obowiązkiem każdego rolnika. Niedawno była sprawa glifosatu. Na szczęście został zatwierdzony na 5 lat. Ale gdyby substancja ta została wycofana to byśmy musieli praktycznie zrezygnować z tzw. konserwującej uprawy roli, czyli uprawy przeciwerozyjnej, która zabezpiecza przed ucieczką składników pokarmowych do gleb. Tam warunkiem niezbędnym jest zniszczenie tych chwastów w tym okresie kiedy inne rośliny nie rosną. Coś za coś – dodał prof. Tadeusz Michalski.

Prezes PZPK wypowiedział się na temat neonikotynoidów. - Możemy powiedzieć, że we Francji obniża się uprawa kukurydzy, bo farmerzy nie mogą sobie poradzić ze szkodnikami glebowymi – mówił. Polskich rolników też to może czekać. Problemem u nas może być stonka kukurydziana.