- Kilkudziesięciu rolników z zachodniopomorskiego zablokowało na kilkanaście godzin bramę wjazdową do punktu skupu w PZZ w Stoisławiu. Powodem protestu były niskie ceny zbóż i rzepaku oraz informacja o niskich planach skupowych firmy w okresie żniw ok. 30 tys. t - mówi Zbigniew Obrocki z Komitetu Protestacyjnego Rolników Województwa Zachodniopomorskiego.


Zdaniem rolników ceny obowiązujące w Stoisławiu mają ogromne znaczenie dla rynku zbóż w całym regionie, a inne zakłady często dostosowują się do nich.

- W wyniku porozumienia zawartego przez protestujących rolników z Mirosławem Narojkiem, prezesem PZZ-ów ustalono, że firma dołoży wszelkich starań aby obecnie obowiązujące ceny 400 zł/t za żyto i 700 zł/t za pszenicę nie uległy dalszemu obniżeniu. Uzgodniono też, że w pierwszej kolejności zboże skupowane będzie od rolników biorących udział w proteście oraz od rolników z gmin północnej części województwa zachodniopomorskiego - mówi Obrocki.

Jak informuje, protest został zawieszony, ale gdyby ustalone warunki nie zostały spełnione w każdej chwili rolnicy mogą do niego wrócić.

Obrocki, jak mówi nie wymaga cen zawyżonych, ale takich aby rolnik „wyszedł" przy produkcji zbóż na zero. - Średnio koszty produkcji zbóż z jednego hektara wynoszą 4,5 tys. zł. Cena zbóż, aby one się zwróciły musiałaby wynosić minimum 750 zł/t, a teraz o takich można tylko marzyć. Wzrasta cena nawozów, środków ochrony, paliwa, a zboże tanieje i to właśnie w Polsce najbardziej. Nie ma regulacji, które broniłyby rolników. W Niemczech producenci nie muszą się martwić o cenę, oni mają produkować, a w momencie kiedy coś się będzie działo na rynku rząd pokryje różnicę. U nas nie ma takich rozwiązań, a politycy tylko opuszczają ręce i mówią, że to nie od nich zależy - dodaje rozgoryczony Obrocki.

Jak podkreśla od wielu lat apelowali do ministra rolnictwa o podniesienie poziomu bardzo niskich cen interwencyjnych, które wynoszą nieco ponad 100 euro/t. Bezskutecznie.

- W ubiegłym roku zachęcano nas do inwestowania w rolnictwo, branie kredytów na maszyny i ziemię. Argumentem były wysokie ceny za płody rolne, które według analityków w tym roku nie miały być niższe o 10-15 proc. od ubiegłorocznych. Rolnicy uwierzyli, wzięli kredyty, a ceny płodów rolnych spadły o połowę. Kredyt trzeba spłacić, a z czego, z czego inwestować na nowy rok - pyta Zbigniew Obrocki.