Można i należy się z tego cieszyć, w końcu to kukurydza w dużej mierze "uratowała" tegoroczną produkcję zbóż w naszym kraju. Ale czy jej producenci mogą być z tego powodu do końca zadowoleni? Niekoniecznie.

Magazyn Farmer już na wiosnę, w trzecim numerze poruszał ten temat. Wówczas zanosiło się na superrekordowe zbiory tego ziarna w skali globalnej, jeszcze w maju wszystko na to wskazywało. Jednak później pogoda zrobiła swoje. Susza w USA spowodowała zmniejszenie wcześniejszych prognoz zbioru w tym kraju o ponad... 100 mln ton! W Unii Europejskiej zbiory też będą znacznie niższe za sprawą suszy głównie na Bałkanach. I to w znacznym stopniu "uratowało" naszych producentów, ponieważ w Polsce zbiory będą historycznie rekordowe, a przy pierwotnie spodziewanej również historycznie rekordowej globalnej produkcji, ceny byłyby z pewnością znacznie, znacznie niższe.

Szacuje się, że w tym roku w naszym kraju zbierzemy nawet 3,6 mln ton ziarna kukurydzy. Wynik wcześniej nienotowany. Tymczasem potrzeby rynku wewnętrznego szacowane są na 2-2,5 mln ton. Oznacza to, że prawdopodobnie będziemy mieć pierwszy raz wysoką nadprodukcję (jak na nasze warunki przystało). Co zrobić z nadwyżką? Jak ją zagospodarować? Jak ją najlepiej wykorzystać?

To są pytania jak najbardziej aktualne - żniwa kukurydzy w pełni.

Zacznijmy od szerszego spojrzenia, globalnego.

Ceny ziarna kukurydzy obecnie są na świecie znacznie wyższe niż w tym samym okresie w ubiegłym roku. Na paryskiej giełdzie Matif jest to wzrost sięgający 28,5 proc., na CBOT w Chicago ponad 15 proc. w walutach lokalnych. W przeliczeniu na złote, tona kukurydzy w kontraktach terminowych z dostawą w listopadzie br. na paryskiej giełdzie wynosi obecnie ok. 980 zł, w Chicago z dostawą w grudniu ok. 920 zł (tabela w komentarzu do kontraktów na stronie 24). W Polsce w transakcjach spot (dostawa natychmiastowa) tona kukurydzy kosztuje obecnie ok. 800 zł (ceny dotyczą ziarna suchego, sonda farmer.pl). Dokładnie przed rokiem ceny kukurydzy (w przeliczeniu na zł po kursie z tamtego okresu) wynosiły odpowiednio: w Paryżu - 800 zł, w Chicago - ok. 785 zł i w Polsce ok. 750 zł (sonda farmer.pl). Wzrost ceny w ciągu roku wyrażony w zł wyniósł: w Paryżu 22,5 proc., w Chicago 17,2 proc. i w Polsce... 6,7 proc.! Czyli u nas wzrost był najmniejszy. Jest to logiczne w kontekście znacznie wyższej produkcji przekraczającej krajowe zapotrzebowanie.