Na początku marca na plantacjach w wielu regionach Polski, od Pomorza, po Wielkopolskę i Opolszczyznę, ruszyła wegetacja roślin. Nie była ona widoczna na pierwszy rzut oka, ale po wykopaniu rośliny sytuacja była już oczywista.

Można było bowiem zaobserwować wyrastające z węzłów krzewienia młode korzenie. Co w praktyce oznaczało, że temperatura wierzchniej warstwy gleby była na tyle wysoka, aby zboża podjęły pobieranie wody i składników pokarmowych z gleby. Niestety, po tych ociepleniach przyszło ochłodzenie, mróz i śnieg. Jeszcze przed opadami śniegu miejscowo wystąpił na plantacjach problem wysmaleń, a więc silne wiatry przy temperaturze minus 3-8oC.

W połowie marca trudno było przewidzieć pogodę, ale zapowiedzi nie były optymistyczne i wskazywały na to, że zima jeszcze tak szybko nie odejdzie. Na co zwrócić szczególną uwagę?

- W razie ocieplenia i po nawożeniu azotem istnieje niebezpieczeństwo pojawienia się mączniaka na plantacjach pszenicy i jęczmienia ozimego - mówiła na początku marca dr Joanna Horoszkiewicz-Janka z Instytutu Ochrony Roślin PIB w Poznaniu. Te zboża, które były wysiane w optymalnym terminie, a z tym raczej w roku ubiegłym nie było problemów, osiągnęły prawidłowe fazy rozwojowe. Teraz zagrożeniem mogą być choroby, zwłaszcza mączniak, który pojawia się w uprawach praktycznie każdego roku.

Najlepiej samemu zlustrować plantacje i sprawdzić, czy nie ma problemu z innymi chorobami, a także chwastami.

Trzeba też jak najszybciej wykonać nawożenie azotowe. Najlepiej, aby azot czekał na roślinę, a nie odwrotnie.

- Mimo znacznych spadków temperatury powietrza i przewidywanych ochłodzeń, sytuacja ozimin nie wydaje się zła - mówił w połowie marca prof. Zenon Woźnica z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Po mrozach trzeba przygotować się na szybkie nawożenie azotowe i ewentualne bronowanie.

Sytuacja nie jest zła. - Można to zawdzięczać przede wszystkim stosunkowo grubej okrywie śniegu pokrywającej pola prawie w całym kraju. Poza tym budzenie ozimin ze spoczynku zimowego następowało bardzo powoli, dzięki chłodnym nocom - podkreśla prof. Woźnica. Naukowiec zauważa jednak, że można się jedynie obawiać, iż jeśli gruba pokrywa śnieżna, która spadła na rozmarzającą glebę, będzie utrzymywała się zbyt długo - zwłaszcza na określonych miejscach pola, gdzie potworzyły się zaspy - to budzące się do tej pory rośliny mogą odczuwać pod śniegiem brak tlenu. Zwiększa się też ryzyko pleśni śniegowej, a także rozwoju innych chorób.