Zdaniem fachowców jedynym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie odmian genetycznie zmodyfikowanych, odpornych na tego rodzaju owady. Na to wciąż nie zezwala jednak obowiązujące prawo.

I właśnie do tych przepisów większość plantatorów kukurydzy ma zastrzeżenia. Tym bardziej, że powierzchnia występowania omacnicy wciąż się rozszerza. W ubiegłym roku największe skupiska notowano na południu. W tym roku, owady żerują już także na Mazowszu, w Kujawsko-Pomorskiem, na Podlasiu i w rejonie Łodzi.

Rolnicy są przekonani do tego, że powinni mieć u siebie takie same instrumenty jak nasi koledzy w UE chociażby Rumuni, którzy najpóźniej weszli do Unii, a dzisiaj mają kukurydzy modyfikowanej już ponad 100tys. hektarów – mówi Tadeusz Szymańczak, Mazowiecka Izba Rolnicza.

Z danych opublikowanych przez Instytut Hodowli i Aklimatyzacji Roślin wynika, że 8 na 10 plantatorów kukurydzy na terenach opanowanych przez omacnicę chce wprowadzenia odmian odpornych na te owady, czyli zmodyfikowanych genetycznie. Taki sposób walki z pasożytem jest znacznie skuteczniejszy i mniej uciążliwy dla środowiska - przekonują specjaliści.

Z tą argumentacją nie chce się jednak zgodzić resort rolnictwa, popierany przez organizacje ekologiczne. Zdaniem urzędników, rośliny transgeniczne stwarzają zbyt wielkie zagrożenie dla upraw pozbawionych tego rodzaju modyfikacji.

Źródło:Agrobiznes