O zmniejszeniu się opłacalności uprawy kukurydzy zadecydowało kilka przyczyn: h niekorzystny dla kukurydzy przebieg pogody (opóźnione dojrzewanie i duża wilgotność ziarna w 2004 r. oraz susze letnie w latach 2005–2006) h duża produkcja własna (2 mln t), a jednocześnie znaczny import ziarna (700 tys. ton w 2005 r.) h wysokie plony zbóż ozimych w roku 2004 i dobre w roku 2005 – w efekcie znaczna konkurencja na rynku zbóż paszowych h konkurencja taniego ziarna ze Słowacji i Węgier h bardzo niskie ceny ziarna w sezonie 2004/05 i 2005/06 (będące skutkiem wymienionych przyczyn oraz wejścia na rynek UE) h masowe wystąpienie głowni guzowatej w latach 2005–2006 h rosnące zagrożenie plantacji przez omacnicę prosowiankę (południowa Polska).

Trzy zasady
Wszystko to spowodowało, że wzrosły wymagania co do umiejętności uprawy kukurydzy, nie tylko pod względem agrotechnicznym, ale również ekonomicznym i marketingowym. Rolnicy wiedzą, że aby obniżyć koszty jednostkowe uprawy, trzeba albo zwiększyć plony, albo obniżyć koszty. By uprawa kukurydzy zakończyła się sukcesem, trzeba zmieścić się w średnich kosztach i zebrać przynajmniej 6 ton suchego ziarna z hektara. Warunkiem opłacalności będzie więc, albo uzyskanie dość wysokiego plonu, albo drastyczne zmniejszenie nakładów na agrotechnikę. Można tu sformułować trzy podstawowe zasady, które brzmią: h im wyższy plon, tym łatwiej zbilansować koszty i osiągnąć zysk h im niższe spodziewane plony, tym tańsza musi być uprawa h im tańsza uprawa, tym łatwiej przetrwać okresy nieurodzaju czy niskie ceny.

Do tych założeń trzeba dostosować elementy agrotechniki, wykorzystując maksymalnie zdolności produkcyjne odmian, naturalną żyzność gleby oraz działanie czynników siedliska, wspomagając je tylko odpowiednio nawozami i środkami ochrony.
Ubiegły rok był jednym z najgorszych w ostatnim trzydziestoleciu na wielu obszarach kraju. Zbiory kukurydzy ziarnowej szacowane są przez GUS na 1,3 mln t, ale moim zdaniem jest to wartość zawyżona, ponieważ plony były dość niskie, a na dodatek część plantacji nie opłaciło się zbierać. Zaistniały też przesunięcia między kierunkami uprawy – najczęściej na rzecz zbioru na kiszonkę. W nowoczesnych systemach żywienia zapotrzebowanie bydła na kiszonkę jest względnie stałe, co wobec niskich i gorszych jakościowo plonów wymusiło zbiór znacznych powierzchni kukurydzy planowanej jako ziarnowa na kiszonkę. Gdyby poziom plonów był zbliżony do lat 2004–2005, zbiory wyniosłyby 1,7 mln t ziarna, co w zasadzie pokryłoby podstawowe spożycie. Jednak poziom średnich plonów na większości obszaru kraju nie przekraczał 4 t, skutkiem czego zaznaczył się znaczący deficyt ziarna na rynku.