Rolnicy swoją wręcz alergiczną niechęć do jarych zbóż kłosowych tłumaczą dużym ryzykiem związanym z przebiegiem pogody, niską plennością odmian i wynikającą z tego niewielką opłacalnością ekonomiczną uprawy. Wyjaśnienia te nie przekonują do końca (...).

(...) Cały obszar Polski na wschód od Wisły charakteryzuje się sporymi zapasami wody pozimowej (zimą zawsze jest okrywa śnieżna), jak również większymi i znacznie korzystniej rozłożonymi w czasie opadami w okresie wegetacji. Wiosenne i letnie opady w ilościach gwarantujących normalny rozwój roślin występują także na Dolnym Śląsku i w pasie województw północnych. Zatem popularne powiedzenie „lepsze słabe ozime, aniżeli dobre jare” nie jest do końca prawdziwe.

Zestawiając średnie krajowe plony ziarna zbóż jarych uzyskiwane w PDO z danymi zbieranymi przez GUS (różnica liczona jest w tonach!), nie sposób dojść do innego wniosku jak ten, że podstawowym powodem zawodności ich uprawy są, obok kaprysów aury, niewykorzystane rezerwy agrotechniczne. Zaliczyć do nich można błędny dobór gatunku zboża do warunków siedliskowych, zaniedbania w zakresie odczynu i zasobności gleby w składniki pokarmowe, odstąpienie od korzystania z kwalifikowanego materiału siewnego i korzystania z postępu hodowlanego tkwiącego w nowych odmianach oraz wykonywania zabiegów pielęgnacyjnych w bardzo ograniczonym zakresie (...).

(...) Na koniec kwestia kwalifikowanego materiału siewnego. O tym, jaki ma wpływ na wysokość plonów, rolnicy tłumnie przekonali się tragicznej wiosny 2012 r. Wymarzły setki tysięcy hektarów ozimin. Z konieczności przesiano je zbożami jarymi, a znaczna ich część - jeżeli nie większość, została obsiana dorodnym i zdrowym ziarnem. Tysiące rolników przekonało się wówczas do prawdy, którą prasa rolnicza powtarza od lat: jakie ziarno, taki plon.

 

Cały artykuł znajdziecie w numerze 2/2016 miesięcznika Farmer

Zamów prenumeratę

Podobał się artykuł? Podziel się!