PRZEGLĄD PRASY: Żarłoczne ślimaki zaatakowały pola we wszystkich gminach regionu słupskiego. W najgorszej sytuacji są ziemie leżące na terenach podmokłych. Wiele takich areałów jest w gminie Ustka. - Ślimaki zjadły mi już sześć hektarów rzepaku i 1,5 hektara żyta - mówi Anna Sawko ze wsi Krężałki. - Zdziwiłam się bardzo, bo w rzepaku już kiedyś się zdarzały, ale w zbożu nigdy. Pole po ich działalności wygląda dziwnie. Nie jest ogołocone w całości, ale placami – pisze Marcin Prusak.

Nieprzygotowani na atak

Sygnały o ataku ślimaków dotarły do władz gminy Ustka od rolników z Duninowa, Pęplina, Starkowa, Możdżanowa i Zaleskich. Niektórzy rolnicy stracili nawet po kilkanaście hektarów rzepaku. Ślimak bezskorupkowy jest szkodnikiem naszych pól.

Mięczaki, które zaatakowały nasz region, to gatunek ślimaka bezmuszlowego. Jego samica składa nawet 500 jaj, a brak naturalnego wroga powoduje, że niezwykle trudno je zwalczyć. Zdaniem fachowców, na pojawienie się tegorocznej plagi wpływ miała pogoda. - Tegoroczne lato było nad morzem szczególnie wilgotne, a rolnicy często nie dbają o odwadnianie pól i wapnowanie ich więc ślimaki mają bardzo dobre warunki do rozmnażania się - tłumaczy Władysław Szostkowski, specjalista ds. upraw roślinnych Ośrodka Doskonalenia Rolniczego w Strzelinie.

Wkrótce na pola gminy wyruszy specjalna komisja szacująca straty. Rolnicy, którym ślimaki zniszczyły uprawy, twierdzą, że maja do czynienia z poważną klęską. Domagają się pomocy od państwa za stracone plony. Ich ubezpieczenia pól nie przewidują bowiem odszkodowań za tego typu plagi.

Działkowcy dają radę

Okazuje się jednak, że nie mogą liczyć na żadne odszkodowania od rządu za zniszczone uprawy. - Nie mamy możliwości udzielenia rolnikom kredytów klęskowych, bo plagi ślimaków nie ma w unijnych wykazach klęsk żywiołowych - mówi Dariusz Mamiński, z biura prasowego Ministerstwa Rolnictwa.

Problemy ze ślimakami zgłaszali jeszcze do niedawna działkowcy. - Objadały rośliny, więc doradzaliśmy stawianie specjalnych pułapek - mówi Longina Ciesielska, instruktor Polskiego Związku Działkowców w Słupsku. - Do dołka wsypywało się otręby, bo ślimaki bardzo je lubią i zbierały się w tych dziurach. Potem wystarczyło je tylko wybrać.

Rolnikom pozostaje tylko wyłapanie ślimaków na własną rękę lub stosowanie środków chemicznych. Tych jednak nie ma w sklepach, bo hurtownie nie przygotowały się na plagę.

Źródło: Głos Pomorza - Słupsk