Pierwsza połowa listopada na tyle była ciepła i wilgotna, że pozwoliła oziminom nadrobić zaległości z tytułu opóźnionego siewu i słabych wschodów spowodowanych suszą. Obecnie temperatura spada, mamy nocne przymrozki i chłodne dni. Należy się zatem spodziewać spowolnionego dalszego rozwoju ozimin.

Siewy listopadowe to zło konieczne, niepolecane ze względu na ryzyko wymarznięcia takich plantacji i obniżkę plonowania. Uprawa takiej pszenicy ma jednak szanse powodzenia. W zdecydowanej większości zależy to od przebiegu pogody.

Pszenice ozime zasiane z pierwszych dniach listopada obecnie szpilkują i jest szansa (jeśli jeszcze przyjdzie trochę ciepłych dni), że wejdą przed spoczynkiem zimowym w najbardziej odporną na niską temperaturę fazę 1–2 liści (BBCH 11–12). W fazie tej rośliny odżywiają się jeszcze zapasami z ziarniaka. Przejście na odżywianie przez korzenie następuje od fazy 3 liści (BBCH 13). Po przekroczeniu tej fazy rośnie wrażliwość roślin na mrozy i trwa ona do czasu wykształcenia u roślin pełnego węzła krzewienia ze gromadzonymi w nim składnikami pokarmowymi i cukrami.

Z kolei pszenica zasiana 14 listopada kiełkuje, co też jest dobrym sygnałem, że tym samym uniknie ona negatywnego działania mrozu w przypadku gdyby niskie temperatury pojawiły się tuż po pęcznieniu ziarniaka.

Jednocześnie należy tu zaznaczyć, że takie plantacje jeśli przezimują na wiosnę trzeba będzie potraktować odpowiednio wysokim nawożeniem azotowym, w celu jak najszybszego pobudzenia roślin do krzewienia. Dzięki takiej taktyce jest szansa uzyskania zadowalającego plonu ziarna.

Podobał się artykuł? Podziel się!