Rozporządzenie zaliczające zboża niespełniające wymogów jakościowych do biomasy jest już po uzgodnieniach międzyresortowych. Ministerstwo Gospodarki konsultuje je teraz z Urzędem Regulacji Energetyki.

Bedzie to na ręke nie tylko energetyce i rolnictwo, w którym 5-10 procent zbóz nie nadaje się do konsumpcji, ale także polskiemu rządowi ze względu na unijne wymogi. Udział zielonej energii w produkcji energii musi w tym roku wynieść 8,7 proc., a w 2010 r. - 10,4 proc.

Spalanie zbóż będzie opłacalne ekonomicznie dla energetyki i dla rolników, gdy będą za to przyznawane certyfikaty - dodatkowa kwota przyznawana elektrowni wynosząca ok. 258 zł za megawatogodzinę.

Z ekonomiczego punktu widzenia to jest znakomite rozwiązanie. W procesie spalania półtorej tony zboża daje tyle energii, co tona węgla. Krajowa Federacja Producentów Zbóż, skupiająca zarówno potentatów, jak i drobnych rolników, już dawno proponowała, by spalać ziarno w elektrociepłowniach i wykorzystywać na energię. W Danii, Szwecji czy Niemieczech takie rozwiązania już są na porządku dziennym. Jednak pojawiają się i pojawiać zapewne bedą problemy natury etycznej. Jeszcze miesiąc temu sam Józef Klim, poseł PO, wiceprzewodniczącego sejmowej komisji rolnictwa uważał pomysł palenia zbożem za niefortunny. Mówił, że zboża powinny być wykorzystywane na żywność, paszę albo ewentualnie na biopaliwa.

Źródło: PAP/ farmer.pl