PRZEGLĄD PRASY: Aby zbiory zbóż były udane, konieczna jest łagodna zima, a wiosną opady deszczu. I tegoroczna zima sprzyjała rolnikom - pisze Krystyna Naszkowska. Była na tyle łagodna, że przez chwilę zanosiło się nawet na rekordowe zbiory. Ale potem przyszła susza i ostudziła apetyty rolników. W sumie jednak jest nieźle - maj przyniósł deszcze i uratował uprawy. Jeśli teraz nie przyjdzie jakaś pogodowa katastrofa - gradobicie, susza w czerwcu lub ulewy w czasie zbiorów - to żniwa w tym roku będą "średnio obfite", jak mówią rolnicy. A to znaczy, że możemy liczyć na 20-30 proc. więcej ziarna niż w roku ubiegłym. Paradoksalnie, przy tak dobrych zbiorach ceny będą jednak wyższe i to sporo niż w roku ubiegłym. To dlatego, że w sezonie 2006-07 brakowało nam ziarna, zwłaszcza pszenicy konsumpcyjnej, wyczyściliśmy więc do czysta magazyny z zapasów z lat poprzednich. W ten sezon Polska wchodzi praktycznie bez żadnej rezerwy. Podobnie zresztą jest w całej Unii, dlatego popyt na zboża będzie ogromny od pierwszych dni żniw - będą potrzebne na tegoroczną konsumpcję i na odbudowanie zapasów. A to oznacza wysokie ceny. Bogdan Judziński, szef Polskiej Izby Zbożowo-Paszowej, jest przekonany, że już w lecie w czasie żniw, kiedy zwykle są one najtańsze, rolnicy będą sprzedawali pszenicę po 110-120 euro za tonę. Czyli o 20 -30 proc. drożej niż o tej samej porze w roku ubiegłym.

Ale na ceny, poza podażą i popytem, mogą jeszcze wpływać główni gracze na tym rynku - producenci i przetwórcy. Od przepychanek między nimi będzie zależał wzrost cen. Dotychczas głos decydujący w tej walce mieli przetwórcy, bo są lepiej zorganizowaną grupą.

Uprawą zbóż w Polsce zajmuje się około miliona rolników, ale na rynek swoją produkcję rzuca już tylko co czwarty z nich. Ale tak naprawdę liczy się zaledwie 50 tys. rolników. Ta wąska grupa dostarcza ponad połowę całego ziarna, jakie trafia do obrotu na mąkę, kasze i pieczywo, na paszę dla zwierząt, na eksport. Przeciętny polski zbożowiec ma przynajmniej 50 ha ziemi, ale są w tej grupie i tacy co mają 2-3 tys ha. Największym zbożowcem w kraju jest prawdopodobnie były senator Henryk Stokłosa, który zanim poszatkował swoje ziemie między różne spółki, posiadał ponad 30 tys. ha. Największą grupą nacisku jest Krajowa Federacja Producentów Zbóż zrzeszająca ok. 2 tys. rolników, którzy produkują ok. pół miliona ton zbóż rocznie. To niewiele, jeśli wziąć pod uwagę, że rocznie polscy rolnicy zbierają ok. 26 mln ton.

Znacznie większy wpływ na rynek mają odbiorcy ziarna - młynarze, właściciele paszarni i spichlerzy. Młynarstwo teoretycznie też jest rozdrobnione, bo działa tu 680 firm. Ale decydujący wpływ na rynek ma zaledwie 10 firm. Z tego największa - Polskie Młyny - należąca do rodziny Komorowskich (chodzi o byłego posła PSL Zbigniewa) ma ok. 30 proc. rynku. Podobnie jest z paszarniami. Przerobem zboża na pasze zajmuje się 350 przedsiębiorstw, ale tylko jedno Provimi-Rolimpex SA ma prawie 25 proc. tego rynku.

Przechowywaniem zboża zajmuje się 850 firm, ale jedna spółka Elewarr ma ok. 30 proc. powierzchni magazynowej. Układ sił jest taki, że w każdej z tych dziedzin wystarczą trzy największe firmy, by wpływać w sposób decydujący na rynek.

Dlatego federacja producentów próbuje zewrzeć szeregi przez żniwami. Jej szef Zbigniew Kaszuba jest przekonany, że jak zgromadzi pod skrzydłami Federacji grupę, która będzie produkowała 2-3 mln ton zboża rocznie, stanie się na tyle mocnym graczem na rynku, że przetwórcy nie będą mogli dyktować warunków skupu zbóż. A tak jego zdaniem działo się dotychczas.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Podobał się artykuł? Podziel się!