KFPZ jest pomysłodawcą rozwiązania trudnej sytuacji w rolnictwie, poprzez umożliwienie rolnikom sprzedaży na cele energetyczne zboża słabego jakościowo, porażonego przez choroby grzybowe. – Oczywiście nie myśląc, że sieje go dzisiaj po to żeby za 11 miesięcy przeznaczyć do elektrociepłowni. Ale wiedząc, że jeżeli nie sprzeda po cenach konsumpcyjnych lub paszowych sprzeda na cele energetyczne – podkreśla Rafał Mładanowicz. Będzie to możliwe w momencie uzyskania zielonego certyfikatu, wydawanego przez Urząd Regulacji Energetyki. Mładanowicz liczy, że taką alternatywę rolnicy otrzymają już w momencie rozpoczęcia się sezonu grzewczego tj. w połowie października.

Kiedy fatycznie pojawi się taka możliwość, co zobowiązał się dopilnować minister rolnictwa – Marek Sawicki, pojawi się też cena minimalna za którą rolnik będzie mógł sprzedać zboże. Znaleźliśmy elektrownie i elektrociepłownie i rozmawiamy z nimi. Mamy teraz pewność i gwarancję ministerstwa rolnictwa i liczę że w najbliższym czasie też ministra gospodarki, że jest takie przyzwolenie i jest to doby kierunek. Jeżeli zostanie wydany zielony certyfikat startujemy do działań, czyli rozmawiamy z firmami na jakich warunkach zboża słabe jakościowe do nich dostarczyć – podkreślał Mładanowicz.

Prezes zaznaczył, że nie jest tajemnicą że 80 proc. polskich elektrociepłowni lub elektrowni pali zbożem lub półproduktami ze zboża już od kilku lat. Jednak o tym się nie mówi oficjalnie. – W Polsce spala się około 7–8 mln t biomasy. Rozmawiałem z dwiema z których każda z nich spala po 1 mln t. Na znaczną część biomasy elektrociepłownie mają podpisane kontrakty, ale są umowy i inwestycje, gdzie kotły są dostosowywane do spalania biomasy granulowanej m.in. peletu. Jest on drogi, znacznie droższy od zbóż, natomiast jego wartość opałowa na pewno nie jest wyższa niż zbóż – mówi Mładanowicz. Tu może być miejsce na zagospodarowanie zbóż, które jest łatwe w transporcie i przechowywaniu.

Źródło: farmer.pl

Podobał się artykuł? Podziel się!