Śnieg zweryfikował plany i prognozy. Kukurydza zamiast suszyć się w magazynach, moknie na polach, co oczywiście powstrzymuje spadki cen. Podaż ziarna z krajowych zbiorów nie jest więc imponująca, co mogłoby wywołać presję na zwyżkę. Mogłoby, gdyby nie import.

Zza południowej granicy wciąż docierają do nas kolejne transporty z kukurydzą. Z dowozem do centrum kraju tona kosztuje około 450 – 460 złotych. Polska w magazynie sprzedającego jest wyceniana na 410 – 420 złotych. Ale takie stawki zaczynają być już rzadkością.

Są spore kłopoty z zakupem pszenicy konsumpcyjnej, ale tej o najwyższych parametrach jakościowych. Sprowadzana jest więc z importu, ale i u naszych południowych sąsiadów trudno ja kupić.

Niektóre firmy robią więc własnej roboty mieszanki. Wyrównanie 80, gluten poniżej polskiej normy i powstaje całkiem niezłe ziarno. Ale są i tacy, którzy ściągają pszenicę z centrum kraju na południe. Koszt to około 465 złotych za tonę.

Wzrosło nieco zainteresowanie zakupem żyta. A ceny w tym przypadku nawet poszły w górę. Jeszcze tydzień temu to „niechciane” ziarno było wyceniane najczęściej na 250 – 260 złotych. Teraz w zależności od rejonu ceny poszły w górę.

Na północy żyto kosztuje około 300 złotych za tonę. W centrum 290. I posuwając się coraz niżej na południe, dojdziemy do stawki równej 280 złotym. Poszukiwane są także otręby żytnie. Kupowane przede wszystkim do celów energetycznych.

Rosnące zainteresowanie zakupem i mniejszy przerób ziarna w młynach, ze względu na ciągłe trudności ze zbytem mąki sprawiły, że otręby stają się towarem trudnym do zdobycia.

A poza tym zmiany niewielkie. Ceny i pszenicy paszowej i jęczmienia paszowego w dalszym ciągu bez zmian. To w dalszym ciągu efekt bardzo niewielkiego popytu. Kto ma cierpliwość, czeka na zmiany i wstrzymuje się ze sprzedażą. Być może listopadowa interwencja zmieni nieco krajobraz na rynku zbóż.

Źródło: farmer.pl