Okazuje się, że podobnie jak na Kujawach, czy Dolnym Śląsku, także na Zamojszczyźnie rzepak ozimy nie wyda w tym roku rekordowych plonów. W poprzednich latach głównym czynnikiem limitującym ich wysokość był niedostatek wody. Ten sezon charakteryzuje się wystarczającą ilością opadów i dobrym ich rozkładem. Można nawet powiedzieć zbyt dobrym. Mamy ostatnie dni lipca, a rośliny nie rozkładają chlorofilu i wyraźnie opóźniają kończenie wegetacji.

- W naszym rejonie rzepak został zebrany tylko w gospodarstwach uprawiających rzepak na małych, kilkuhektarowych plantacjach. W dużych gospodarstwach powtarzające się deszcze uniemożliwiają zbiór. Na dzisiaj z zasianych 300 ha rzepaku w moim gospodarstwie, zebrałem 15 ha – powiedział Wiesław Gryn z Rogowa gm. Grabowiec, pow. zamojski.

Poważne zmartwienie budzi stan fitosanitarny plantacji. Rośliny są silnie porażone chorobami grzybowymi. Są one przyczyną otwierania się łuszczyn i osypywania nasion. Obserwowane jest szczególne nasilenie występowania zgnilizny twardzikowej. Nasz rozmówca widział plantacje na których 70 proc. roślin było porażonych tą chorobą. W jego opinii zły stan fitosanitarny rzepaku sprawia, że notowana jest wyjątkowo duża rozpiętość w wysokości plonów między gospodarstwami. Waha się on od 1,5 do nawet 5,5 t/ha.

Jak zauważył W. Gryn, tam gdzie ochrona rzepaku przed chorobami została przeprowadzona błędnie, tam są największe straty. Natomiast kto w odpowiednim momencie wykonał zabieg „na płatek” ten jeszcze nie ma problemu z pękaniem łuszczyn. Pojawi się on, gdy spadnie zapowiadany przez meteorologów grad.

Podobał się artykuł? Podziel się!