Największe opóźnienia dotyczyły przede wszystkim województw z północy Polski, gdzie ciągłe deszcze długo nie pozwalały na zbiory zbóż i rzepaków. Jednak zdecydowana większość rolników pod koniec sierpnia miała już żniwa za sobą. Czy mają powody do zadowolenia? To zależy od regionu. Opinie są dość skrajne. Na przykład w Wielkopolsce można usłyszeć głosy, że plony okazały się znacznie niższe od spodziewanych - jeszcze pod koniec czerwca plantacje rzepaku wyglądały tam imponująco, ale jak się okazało, rekordów nie było. Tymczasem na wschodzie Polski wielu rolników osiągnęło bardzo dobre wyniki, a co więcej mogli się cieszyć wysoką jakością zebranego rzepaku i zbóż. Niestety, inaczej niż przewidywano przebiegły też żniwa na świecie, a co za tym idzie, znowu jesteśmy świadkami spadków cen zbóż na giełdach (więcej o tym w dziale Kontrakty). Żeby zobrazować ogólnopolskie nastroje, poprosiliśmy o wstępne podsumowanie żniw kilku przedstawicieli branży rolnej. Uzyskane opinie potwierdzają nasze obserwacje.

Stanisław Kacperczyk, prezes Polskiego Związku Producentów Roślin Zbożowych

"Odniosę się do sytuacji w swoim regionie (na Mazowszu - przyp. red.). U nas żniwa odbywały się bez większych niespodzianek. Wyjątkiem były pojawiające się burze, ale ogólnie można stwierdzić, że pogoda raczej nam sprzyjała. Ze smutkiem obserwowaliśmy to, co działo się w innych regionach kraju. Wyobrażam sobie, co czuli w tym roku rolnicy z Pomorza, bo sam podobną sytuację przeżyłem cztery lata temu. Jeśli chodzi o plonowanie poszczególnych gatunków, to jęczmień ozimy wypadł dobrze, natomiast pszenica jara już odczuwała skutki czerwcowej suszy. Również inne zboża jare doznały skutków tej suszy i przełożyło się to na wielkość plonów. Na lepszych glebach rośliny dawały sobie radę, ale na glebach lżejszych zasychały i przez to plon jest niestety znacznie niższy. Co do cen, wszyscy byśmy sobie życzyli, by były one wyższe, najlepiej takie, jak w okresie przedżniwnym, czyli na poziomie 700-750 zł za tonę pszenicy. Warto zaznaczyć, że przez cały ubiegły rok aż do kwietnia br. ceny nie rekompensowały rolnikom kosztów produkcji. W naszym regionie rolnicy narzekają na niską zawartość białka w pszenicy. Jeśli białko przekracza 14 proc., to cena jest dobra. Natomiast jeśli te parametry są złe, to moim zdaniem oferowane ceny są zdecydowanie za niskie - mówimy o kwotach od 570 do 630 zł za tonę. Warto pamiętać jeszcze o jednym. Ciągle słyszę o cenach w skupach. Pamiętajmy jednak, że musimy od nich odliczyć koszty transportu, a tu, w zależności od regionu Polski, na tonie traci się od 30 do nawet 70 zł. Powrócę jeszcze do tematu Ukrainy. Nawet niewielka partia zboża przywożona zza granicy destabilizuje rynek. Nie lekceważyłbym relatywnie niewielkiego importu zbóż z Ukrainy, który wyniósł 70 tys. t. Z drugiej strony widzimy, że prawie 300 tys. ton trafia do nas ze Słowacji i Czech. Bardzo prawdopodobne, iż to już unijne zboże trafia do nas z Ukrainy. Boli nas również to, że na kukurydzę został zwiększony kontyngent bezcłowy prawie o 200 tys. t. Obawiamy się, że duża część z tego zostanie w naszym kraju. Ostatnio dużo się mówi o badaniach importowanego z Ukrainy i innych krajów zboża. W tym temacie jest jeszcze wiele do zrobienia. Nasz wysiłek nie jest jeszcze dostateczny, by miarodajnie ocenić to zboże. Uważam, że zbadanie zaledwie 400 próbek w roku pod kątem występowania GMO, to zdecydowanie za mało".